Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 903 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

"Trafiliśmy w dobry czas"

poniedziałek, 27 lutego 2012 20:01
Skocz do komentarzy

Gwiazdą tegorocznego festiwalu Jameson Dublin International Film Festival, który odbywał się w Dublinie w dniach 16-26 lutego była Agnieszka Holland. Podczas imprezy irlandzką premierę miał jej ostatni film “W Ciemności”, nominowany do Oscara w kategorii film obcojęzyczny. Z nominowaną już trzykrotnie do tej najbardziej prestiżowej nagrody w świecie filmu rozmawia Aneta Kubas.
- W Irlandii jest już Pani stałym gościem...
- O, bez przesady, byłam tu zaledwie kilka razy (śmiech)
- Czy ma Pani już tutaj swoje ulubione miejsca?
- Bardzo lubię naturę, podobają mi się wrzosowiska w okolicach Galway. Dublin też ma swój klimat, który mi bardzo odpowiada, jednak nigdy nie byłam tu na tyle długo, by naprawdę się w to miasto “wgryźć”.
- Przejdźmy do filmu. Mówiła Pani, że nie miała ochoty podejmować się po raz klejny realizacji obrazu na temat Holokaustu. Że będą to kolejne 2-3 lata spędzone w ciężkiej, trudnej psychicznie atmosferze.
- Tak, wiedziałam, że to będzie ciężkie,takie wyniszczające. Najtrudniejsze było napięcie realizacji. Chodzi mi o dokumentację. Zanim pokaże się na ekranie te pare obrazów, trzeba przebić się przez setki stron dokumentów i taśmy filmowej. Trzeba oglądać i czytać o rzeczach, które sa bardzo okrutne. Teraz na szczęście jest to już za mną.
- Nie żałuje Pani zatem, że podjęła się realizacji?
- Nie, film robi na ludziach ogromne wrażenie, ma bardzo mocny odbiór, niepsodziewany dla mnie.
- No właśnie, czego się Pani spodziewała, jakiego odbioru? Czy nie miała Pani obaw przed przypięciem do niego łatki z napisem “holokaust”?
- Tak, bałam się tego i wiedziałam, że trudno będzie znaleźć jakiś sposób, żeby przekonać ludzi, by poszli do kina. Widziałam jednak na projekcjach testowych, że reakcje były mocne, a jednocześnie nie takie, że “nie chcę na to patrzeć”. Przeciwnie, niektórzy przychodzili na film drugi raz. Wiedziałam, że jeżeli widzowie pójdą do kin w pierwszym weekendzie, to już się to jakoś potoczy. Bałam się, że ludzie powiedzą “to już widzieliśmy i nie chemy znowu oglądać”. Na szczęście, jakimś - nie wiem – zbiegiem okoliczności, pracą dystrybutorów rzeczywiście już pierwszy tydzien był bardzo dobry. Na pewno pomógł potem też fakt, że znaleźliśmy się na krótkiej liscie do oscarów, potem ogłoszenie nominacji. Po prostu trafiliśmy w dobry czas.
- Kiedy Pani poczuła, że ten film ma szansę na oscara?
- Wie Pani, na oscara, trudno powiedzieć, czy ma szanse. Ale to, że ma szanse w konkursie potwierdziło mi się rok temu, kiedy taki jeszcze nieskończony film kupił z wielkim entuzjazmem amerykański wielki dystrybutor. I to taki dystrybutor, który się niejako specjalizuje w oscarach; co roku ma kilka nominacji – w tym trzy. W momencie, kiedy oni się tym zachwycili, otrzymałam potwierdzenie, że to działa na Amerykanów.
- Nie była Pani zdziwiona, że taki “nieseksowny” film, mówiąc językiem amerykańskiego przemysłu filmowego, dostał nominację?

- Tak, ale ci dystrybutorzy są wrażliwymi, mądrymi ludźmi i nie szukają tylko łatwej sprzedaży, oni szukają również filmów, które chcą mieć w kolekcji. Naprawde zahwycili się tym filmem. Pamiętam, że pracowałam akurat w Kanadzie, kiedy z Berlina zadzwonił do mnie Micheal Barker i chyba z pięćdziesiąt minut opowiadał mi jaki ten film jest wspaniały. Odebrał go bardzo soobiście. To był dla mnie znak. Pomyślałam wtedy, że warto by było aby koledzy zgłosili go do niminacji. Po prostu o wiele łatwiej jest wierzyć i zabiegać o nominację, gdy za obrazem stoi duży dystrybutor.

 

- Z tego co wiem, spotkała Pani Krystynę Chiger kobietę, która przeżyła w kanale - ale dopiero po filmie. Czy nie pluła Pani sobie w brodę, że nie udało się jej odnaleźć wcześniej?
- Tak, żałuję że uwierzyłam ludizom, którzy w Kanadzie zajmowali się dokumentacją do filmu. Mówili mi, że wszyscy nie żyją. Nie było powodu, by im nie wierzyć. My natomiast w Poslce szukaliśmy potomków Sochy, którego grał Robert Więckiewicz. Nie znaleźliśmy nikogo, dopiero po premierze filmu się odezwali. Po premierze w ogóle odezwali się różni ludzie, potomkowie tych Żydów, potomkowie Sochy. Zgłosił się też staruszek, dzisiaj już pod dziewięćdziesiątkę, który widział moment, kiedy Żydzi wyszli z kanału po 14 miesiącach, opisał to nawet. Dziesięć lat temu wyszły jego wspomnienia i bardzo wzruszająco to opisał. Widział ten moment jak Socha podszedł do tej studzienki , wyjął haczyk, rozejrzał sie dookoła (było tam parę osób) i powiedział: “Poczekajta, zobaczyta cud”. Potem podniósł to wieko i te duchy zaczęły wychodzić. 
- Może warto było nakręcić jakieś postsrciptum, dokument na ten temat?
- Tak, pracuje już nawet nad tym młody reżyser. 
- Jeśli dobrze liczę, “W ciemności” jest dziewiątą polską nominacją do Oscara i trzecią Pani. Czy jest Pani przesądna i myśli “do trzech razy sztuka”?
- Jestem trochę przesądna, ale nie aż tak, żeby w to ślepo wierzyć. 
- Cała Polska patrzy na Panią...
- Rzeczywiście, czuję na sobie oddech narodu. 
- Wracając do tematyki filmu. Czy myśli Pani, że będą jeszcze powstawały filmy o holokauście?
- Myślę, że będą. Może bedzie przerwa, ale na pewno następne pokolenie będzie chciało się z tym zmierzyć, jakoś to aktualizować. Obecnie jest taki moment graniczny, są jeszcze wśród na ci, którzy przeżyli, ich siła. Element szczęścia, dobro ludzkie, które niespodziewanie się w takich sytuacjach pokazuje, jest to zupełnie tajemnicze dla mnie. Jak to jest, że niektórzy ludzie są zdolni do takiego poświęcenia...
- To właśnie mistrzowsko pokazał Robert Więckiewicz. Moim zdaniem, on zasługuje na nominację dla aktora. 
- Gdyby to był film, który by się bardziej nagłośnił zanim doszło do konkursu, myślę, że on by miał nominację. 
- Myślę, że filmy o holokauście zawsze będą miały szanse powstawać. Zmienia się kino i percepcja widzów, można pokazać coraz więcej. Pani film jest dość naturalistyczny, pokazuje Pani takie aspekty wojny i codziennego życia, które kiedyś by przemilczano. Czyli jest chyba sens to robić, bo można pokazywać więcej. 
- Tak, ale z drugiej stony, jako że jest więcej takich drastycznych obrazów, trudniej jest człowieka poruszyć. Moim zdaniem co innego jest ważne – uruchomienie empatii. Żeby ludzie, którzy to oglądają poczuli, że to są historie innych ludzi, bliskich im, że ich mogłoby spotkać to samo. 
-Spędziła Pani sporo czasu zwiedzając kanały. Jak tam jest, jak się Pani w nich czuła?
- Najgorzej czułam się w tych kanałach lwowskich, które są stare i zaniedbane. Natomiast w Berlinie można powiedzieć, są luksusowe. Najwięcej kręciliśmy natomiast w Łodzi i tam są takie, że nie ma się obrzydzenia. Są dobrze utrzymane i wygodne – relatywnie do innych. Co się odczuwa? Przede wszystkim klaustrofobię, jest tam bardzo duszno. Nawet nie jest zimno, bo w kanałach utrzymuje się stała temperatura, mniej więcej jak w piwnicach z winem, około 14-16 stopni. Natomiast jest taki zatykający brak powietrza. Długo tam nie można wytrzymać. No, jak się okazuje, jeśli trzeba, to można. 
- Dziękuję za rozmowę. Czy chciałaby Pani coś jeszcze dodać?
- Tak, pozdrowienia dla czytelników.





Podziel się
oceń
0
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  82 319  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Od 2005 roku, czyli właściwie początków boomu imigracyjnego w Irlandii, pracuję w różnych polskich gazetach w Dublinie. Cały czas na bieżąco śledzę życie Polonii. Zapraszam do zapoznania się z nim.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 82319

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl