Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 903 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Magnetyzm gitary

poniedziałek, 17 stycznia 2011 14:21


Każdy gitarzysta ma ten sam problem – gubienie kostek do gry” - mówi Piotr Grudzień, wynalazca całkowicie nowego produktu o nazwie Magnetic Pik. 52-latek od kilku lat mieszka w Dublinie i tutaj zaczął realizować swój pomysł.

Aneta KUBAS: Czy pomysł wykonania magnetycznej kostki wziął się z Twoich własnych doświadczeń jako gitarzysty?

Piotr GRUDZIEŃ: Rzeczywiście, sam jestem gitarzystą. Gram właściwie od zawsze i instrument ten towarzyszył mi w różnych chwilach życia, pomagał mi się realizować. Podobnie jak inni grający, czy to zawodowcy, czy amatorzy, miałem problem wiecznie gubiącej się kostki. Tak narodził się ten pomysł.

A.K.: Od kiedy pracujesz nad tym produktem?

P.G.: Zacząłem już w Irlandii, w 2007 roku. Przez te cztery lata intensywnie projektowałem, zbierałem informacje, konsultowałem się ze specjalistami. Najwięcej wysiłku kosztowało mnie właściwie opatentowanie wzoru. Musiałem konkurować ze światowymi firmami, ale udało się i to ja otrzymałem wyłączność na produkt. Cała procedura trwała 1,5 roku.

A.K.: Czy Magnetic Pik jest produktem wyłącznie użytkowym? Ma służyć do przytrzymywania kostki?

P.G.: Dla każdego grającego jego gitara jest wyjątkowa. Wielu wręcz je kocha. Dbają o nie, starają się je ozdobić, nadać im indywidualny charakter. Na instrumentach można często zobaczyć naklejki, zawieszki, malunki. Nie zawsze to wygląda estetycznie, ale na pewno oryginalnie i wyjątkowo. Mój holder, bo tak w skrócie nazywam produkt, ma spełniać między innymi taką rolę – ozdoby, gadżetu. Jest to zarazem produkt, który znacznie ułatwia grę na gitarze, czyli jest praktyczny.

A.K.: Opowiedz zatem, jak działa Magnetic Pic.

P.G.: Składa się on z płytki magnetycznej, którą nazywam holderem oraz kostki do gry z elementem magnetycznym. Holder utrzymuje kostkę lub kostki w wyznaczonym przez użytkownika miejscu i może być wykonany z dowolnego materiału. Płytki mają najróżniejsze kształty i wzory, ich wachlarz może być właściwie nieograniczony. Każdy ma inne upodobania i chciałbym, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Różne są też rodzaje mocowania.

A.K.: Czy umieszczenie metalowego elementu w kostce nie ma wpływu na jakość gry?

P.G.: Absolutnie nie. Jest ona tak dopracowana, że nie ustępuje jakością najlepszym kostkom znanych firm. Element umieszczony jest pod kciukiem, czyli na obszarze nie używanym do gry. Chciałbym zapewnić wszystkich, że mój produkt jest przemyślany i pracowałem i pracuję nad nim tak, aby był w pełni profesjonalny. Spełnia on wszelkie parametry zawodowej kostki do gry.

A.K.: Jak widzisz przyszłość Twojego produktu?

P.G.: Możliwości Magnetic Pik są ogromne. Przede wszystkim daje on szerokie pole do rozszerzania asortymentu. Może być wykonany właściwie z każdego materiału, być zdobiony na wszelkie sposoby, posiadać diody 3D i co tylko się zamarzy i jest możliwe do wykonania. Mogą być tworzone serie i kolekcje. Holdery mogą się stać wartością samą w sobie, numizmatami. Będzie się można nimi wymieniać, obdarowywać.

A.K.: Bardzo wierzysz w swój produkt, czy rodzina wspiera Cię w tej idei?

P.G. Tak, moja żona i troje dzieci są przekonani, że to się spodoba.

A.K.: Co zatem stoi na przeszkodzie, by zacząć sprzedawać?

P.G.: Masowa produkcja wyrobu wymaga wsparcia, zarówno finansowego, jak i menadżerskiego. Do tej pory wszystkie etapy przygotowywania wyrobu pokrywałem z własnej kieszeni. Pracuję na pełen etat, a nadwyżki lokuję w projekcie. Niestety, moje zasoby nie są wystarczające, żeby pociągnąć to na kolejny etap. Chciałbym za pośrednictwem Gazety Polskiej zwrócić się do osób, które interesują się muzyką i dysponują zapleczem finansowym, by zastanowiły się nad udziałem w moim projekcie.

A.K.: W jakiej cenie musiałby być sprzedawany holder i kostki, aby zwróciły się koszty?

P.G.: Na pewno jest to cena porównywalna, nie wyższa niż asortymentu dostępnego obecnie w sklepach. Bo owszem, można kupić holdery do przechowywania kostek, ale zupełnie inne – są plastykowe, niestrawne, nieestetyczne. Mój produkt bije je na głowę. Przyznam, że nie widzę w nim żadnych wad. Rozdałem wiele egzemplarzy próbnych i skrzętnie zbierałem uwagi użytkowników. Na ich podstawie wprowadzałem udoskonalenia.

A.K.: Gdzie produkujesz swoje wyroby?

P.G.: Produkt jest w stu procentach polski.

A.K.: Jakie masz zainteresowania poza muzyką?

P.G.: Przede wszystkim jest to sport. Swego czasu grałem zawodowo w I lidze piłki nożnej.

A.K.: Czym się zajmujesz zawodowo?

P.G.: Jestem z wykształcenia inżynierem budownictwa. Na początku pracowałem w Irlandii w tej branży, jednak po załamaniu się budowlanki 2 lata temu, podjąłem pracę w hurtowni.



W ubiegłym roku wyrób zainteresował redaktorów profesjonalne magazynu “Gitarzysta”. Napisali o nim:
“Magnetic Pik to całkowicie nowy produkt, za którym stoi nasz rodak, Piotr Grudzień, mieszkający obecnie w Irlandii. Składa się on z kostek gitarowych, w których zatopiony jest metalowy element oraz holdera z magnesem. Holder zamocowany na korpusie gitary staje się więc bazą dla kostek.

Najciekawsze w tym projekcie jest to, że kształt holdera zależy tylko i wyłącznie od naszej wyobraźni. Może to być nasz znak zodiaku (jak na zdjęciu prototypu), celtycki symbol, miniaturowa gitara lub chociażby znaczek z ulubionym zespołem. Natomiast producenci gitar mogą montować ten system w swoich już fabrycznie - pod lakierem. Kostki będą się wtedy kleić do powierzchni instrumentu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jakkolwiek właściciel projektu jest zdeterminowany, by wyrób ten pozostał w 100% polski, obecnie trwają rozmowy z dużymi firmami oferującymi piórka gitarowe, na temat zastosowania opatentowanej już technologii w ich produktach.”

(Gazeta Polska, 01/2011)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Aktywnie na wyspie

poniedziałek, 17 stycznia 2011 14:16

 

Jedna z ostatnich wypraw na Luganquille (grudzień 2010). Od lewej Tom Bombadil i Salwach

Ich pasją jest wspinaczka, celem integrowanie Polaków w Irlandii. Dlatego założyli stronę internetową dla osób, które lubią aktywnie spędzać wolny czas. Nie zależy im na rozgłosie, twórca projektu woli występować pod pseudonimem – Tom Bombadil (rocznik 72; od ponad 4 lat w Irlandii; mieszka wraz z rodziną w Arklow hrabstwo Wicklow).

AktywnaWyspa.pl to pomysł, który zrodził się pod koniec 2010 roku podczas wypadu wspinaczkowego do Ballykeeffe (hrabstwo Killkenny).

- Wspólnie ze znajomymi zastanawialiśmy się, czy jest coś w internecie dla społeczności polskiej wspinającej się na Zielonej Wyspie. Doszliśmy do wniosku, że warto byłoby zrobić stronę, na której mogłyby znaleźć się informacje dotyczące tej tematyki, a głównym założeniem było umożliwienie dzielenia się doświadczeniami, informacjami na temat miejsc, lokalizacji, a także integrowanie naszej społeczności – wspomina Tom. - Zaprojektowanie strony zajęło mi kilka tygodni, tym bardziej, że doszedłem do wniosku aby nie skupiać się jedynie na wspinaczce, a poszerzyć projekt o trekking i cycling. W ostatecznej wersji dodałem również inne typy aktywności. Trochę problemu było podczas wyboru domeny na stronę www; nikt ze znajomych nie potrafił przedstawić nic sensownego. Tak więc wybór padł na AktywnaWyspa.pl (pomocnicza domena to AktywniNaWyspie.pl).

Pomysł jest jeszcze na tyle świeży, a konstrukcja strony elastyczna, że będzie ona ewoluować zgodnie z zainteresowaniami użytkowników.

- Główne założenia serwisu to budowanie i integrowanie społeczności polskiej aktywnie spędzającej swój wolny czas tutaj na wyspie. Poprzez umożliwienie pisania artykułów na temat lokalizacji, czy relacji z wypadów chcemy wyznaczyć “aktywne punkty” na mapie Irlandii. Marzy nam się wspólne organizowanie imprez, spotkań czy wypadów – mówi Tom.

Strona skierowana jest do wszystkich aktywnych, zarówno tych, którzy szukają informacji, jak i tych, którzy się nią chcą podzielić.

- Mamy sporo regionów, które czekają na swojego redaktora. Najbliższe miesiące poświęcimy na promowanie witryny w sieci ,zapraszając wszystkich chętnych aby przyłączyli się do aktywnych na wyspie – informuje nasz rozmówca. - Oczywiście, jesteśmy na początku naszej drogi i sporo pracy czeka nas jeszcze, aby strona była akceptowana i atrakcyjna dla naszej społeczności. Ale wszystko wymaga czasu, tak więc jesteśmy dobrej myśli. Wszystkich chcących budować stronę wraz z nami serdecznie zapraszamy.

Słowa czasem nie potrafią opisać miejsca, które naszym zdaniem warte jest polecenia innym. Na stronie można zatem dodawać własne fotografie, tworzyć galerie zdjęć, gromadzić ulubione w celu późniejszego ściągnięcia na dysk w spakowanej paczce. Dodatkowo autorzy pracują nad rozbudową działu filmów. Aktualnie możliwe jest dodawanie filmów z Youtube, Google Video oraz MySpace.

Autorzy projektu spędzili wiele czasu na eksplorowaniu gór Wicklow.

  • Miejsce, do którego często wracamy, to dolina Glenamlure, okolice Fraughan Rock Glen (miejsce wypadowe na najwyższy szczyt gór Wicklow - Lugnaquilla). Pomimo często ciężkiej aury uciekamy od codziennych zajęć w góry tak często, jak tylko możemy – mówią. - Fotografia to nasza kolejna pasja, którą podczas naszych wypraw możemy realizować bez ograniczeń.

(Gazeta Polska, 01/2011)





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak Ania szczeniaka piersią karmiła

poniedziałek, 10 stycznia 2011 13:27


Śliczna dziewczyna wystylizowana na Audrey Hepburn. Nieskazitelny makijaż, fryzura, ubranie. Odsłonięta pierś, a do niej przyssany szczeniak. Takim zdjęciem, które znalazło się w kalendarzu charytatywnym, Karol Liver , polski fotografik mieszkający w Irlandii, wywołał prawdziwą burzę. Takie gazety, jak The Irish Sun, czy The Daily Mirror opublikowały informacje na pierwszych stronach. Nie szczędziły określeń typu: “skandaliczne” i “kontrowersyjne”.

 


Pies też człowiek

Kalendarz powstał dla organizacji charytatywnej broniącej praw zwierząt z Wicklow. Dochód z jego sprzedaży ma zostać przeznaczony dla największego schroniska dla psów w okolicach Dublina. Zawiera on dwanaście fotografii przedstawiających skąpo odziane modelki pozujące z czworonogami. Przeciwników oburzają skandaliczne ich zdaniem pozy i strój modelek. Najwięcej kontrowersji wzbudziła fotografia ilustrująca marzec. Przedstawia kobietę “karmiącą” piersią szczeniaka. Modelką jest Agata Dembiecka, 22-letnia Polka. Autorem 30-letni Karol Liver, wrocławianin od pięciu lat mieszkający w Dublinie.

O ile niektóre pozy są w miarę dobrym guście, to inne wydaja się być wykonane tylko po to, by szokować. Miłośnicy zwierząt i weterynarze określili jako <niesmaczną> fotografię polskiej modelki trzymającej przy piersi małego psa” - pisał Daily Mail.

Weterynarz pracujący dla irlandzkiej telewizji, Peter Wedderburn, z Bray (hrabstwo Wicklow), określił kalendarz jako “niesmaczny” i dodał: “Zdjęcie szczenięcia mogło odnosić się do odżywiania zwierząt, jednak myślę, że autor się zupełnie pomylił. Zdjęcie może prowokować do aktów okrucieństwa, a ponadto wiele osób może się martwić o dobro szczeniaka. Moim zdaniem jest niesmaczne pokazywanie zdjęć psów ssących pierś kobiety. Martwi mnie to tak samo, jak martwiłoby pokazywanie czworonogów ubranych w stroje ślubne tylko po to, żeby zrobić zdjęcie.”

Osoby pracujące przy tworzeniu kalendarza nie otrzymały za to żadnego wynagrodzenia.

Jak powiedziała dziennikowi Daily Mail Adelheid Walsh, jedna z twórczyń kalendarza, osoby zaangażowane w projekt miały na celu wsparcie schroniska dla zwierząt, które nie dostaje środków na utrzymanie od państwa. “Nie mieliśmy pojęcia, że irlandzkie społeczeństwo w taki sposób osądzi naszą pracę (...). Jestem z Norwegii i wiem, że tam zdjęcie nie byłoby postrzegane jako "szokujące". Byliśmy naprawdę niepocieszeni, bo wszyscy pracowaliśmy setki godzin po to, by pomóc bezdomnym zwierzętom i organizacji opiekującej się nimi. Nagle okazuje się, że sponsorzy mają zastrzeżenia, a feministki twierdzą, iż poniżamy kobiety.”

Zrobiłabym to znowu

Konserwatyści uznali zdjęcie Livera za odrażające, domagają się przeprosin i wstrzymania sprzedaży kalendarza.

- Dlaczego mielibyśmy przepraszać? Nie zrobiliśmy niczego złego i nie przyznamy, że nie powinniśmy byli tego robić, bo zrobilibyśmy to jeszcze raz – zapewniała dziennikarzy Walsh.

Agata Dembiecka jest członkinią organizacji PETA ((People for the Ethical Treatment of Animals), działającej na rzecz obrony zwierząt.

- PETA specjalizuje się w szokujących plakatach i akcjach, dlatego nie zdawaliśmy sobie sprawy, że wywołamy tyle zamieszania – dodała Walsh.

Jak wyjaśnia Karol Liver, zamierzeniem było przekazanie prostej informacji w niebanalny sposób. Jego zdaniem zdjęcie pokazuje, iż zwierzęta powinny być traktowane na równi z ludźmi, że powinno się nimi opiekować i zwracać uwagę na ich prawa do życia.

Do pracy nad projektem zaprosiła go przyjaciółka, irlandzka modelka Melissa Hayward, z którą współpracował wiele razy wcześniej.

- Kontrowersja to tylko słowo. To kwestia odczuć i postrzegania. Tylko od publiczności i jej uczuć zależy czy uzna zdjęcie za kontrowersyjne, czy artystyczne. Oglądający ma możliwość zadecydowania, w jaki sposób użyć swojej percepcji. Ja sam nie widzę absolutnie żadnej “kontrowersji”. Według mnie, to czysta ekspresja artystyczna, sposób podkreślenia przesłania – mówi Karol Liver.

Fotografik podkreśla, że idea takiego ujęcia tematu wzięła się z pragnienia, aby uciec od banału.

- Nie chciałem, żeby to zdjęcie było jednym z tych: “ok... wiec mamy tu śliczną modelkę ze słodkim psiakiem”. Moje zdjęcie miało opowiadać historię, angażować widza, zmuszać do zastanowienia się nad jego przesłaniem.

Sprawa jest najważniejsza

Kalendarza broni właścicielka, a zarazem rzeczniczka prasowa organizacji charytatywnej, dla której publikacja była wykonana, ASH, Helena Le Mahieu. “Najważniejsza jest sprawa. To piękny kalendarz, a zdjęcie jest bardzo wysmakowane. Ludzie powinni być ponad takimi drobiazgami i wesprzeć publikację” - powiedziała.

ASH założyli Remi i Helena Le Mahieu. Para przyjechała do Irlandii z trójką dzieci z Holandii, 18 lat temu. Obecnie organizacja zajmuje się 700 psami i 250 kotami. Właściciele pracują w schronisku właściwie na okrągło.

Jak zapewnia Liver, nie spotkał się on z negatywnymi reakcjami. Otrzymuje za to wiele e-maili od osób z Irlandii i zza granicy, z gratulacjami i pochwałami.

- Gdyby mnie poproszono, zrobiłbym to jeszcze raz. Jestem dumny z pracy mojej i kolegów zaangażowanych w produkcję. Teraz liczę tylko na to, że kalendarz dobrze się sprzeda, a organizacja będzie mogła pomóc zwierzętom – mówi. - A mały bohater zdjęcia? Chcę wszystkich uspokoić, że słodko przespał całą sesję.

Łącznie wydrukowano 1000 sztuk kalendarza. Zamieszanie utrudniło jednak jego dystrybucję, zatem twórcy postanowili zająć się sprzedażą bezpośrednią. Wyruszyli na ulice Dublinu, odwiedzali puby, oferowali kalendarze zebranym w nim ludziom. W jedną noc "Puppy Love 2011" zarobił dla bezdomnych zwierząt 1000 euro.

Kalendarz dostępny jest też sklepie on-line na www.puppylove.ie.

Gazeta Polska, 01/2011


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  82 299  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Od 2005 roku, czyli właściwie początków boomu imigracyjnego w Irlandii, pracuję w różnych polskich gazetach w Dublinie. Cały czas na bieżąco śledzę życie Polonii. Zapraszam do zapoznania się z nim.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 82299

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl