Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 835 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Katusze „fizycznego”

środa, 27 października 2010 22:25

Człowiek z natury jest stworzeniem leniwym i do pracy trzeba go zmuszać – to jedna z tez wyznawanych przez współczesnych ekonomistów. Innymi słowy, przy braku odpowiedniej motywacji, pracownik naturalnie będzie zmierzał do minimalizowania wysiłku. Takim brakiem motywacji dla Polaków w Irlandii jest najczęściej praca poniżej kwalifikacji. W magazynie, przy sprzątaniu, czy w barze z kanapkami obijanie się nie jest uznawane za nic złego, jest tematem dowcipów i przechwałek. „Bo i tak pracujemy wydajniej od Irlandczyków, a poza tym oni tej roboty się nie tykają” – tłumaczą sobie rodacy jak Irlandia długa i szeroka.
Polacy przodują w obijaniu się
Jak poinformował latem „Puls Biznesu”, Polacy pod względem marnowania służbowego czasu i odwlekania spraw na później są w ścisłej czołówce światowej. Wyniki badań w tym zakresie opublikował Microsoft. Przebadano 38,000 pracowników w 200 krajach świata.
Takie wnioski przynosi badanie przeprowadzone na zlecenie Microsoft. W sondażu uczestniczyło ponad 38 tysięcy tak zwanych pracowników merytorycznych w 200 krajach świata. Polacy znaleźli się daleko poniżej średniej, bumelując przeciętnie dwie godzinny dziennie.
Polak za granicą uważany jest za pracusia i fachurę. To się rzeczywiście potwierdza, jednak zazwyczaj na tle tubylców i w przypadku osób pracujących zgodnie z kwalifikacjami, czy zainteresowaniami. Albo w początkowym okresie pracy na niższym stanowisku.
- Kiedy przyjechałam do Irlandii, bez znajomości języka angielskiego i z wykształceniem kulturoznawczym, mogłam liczyć jedynie na sprzątanie. Kiedy udało mi się przekonać miłe zakonnice, aby mnie przyjęły do pomocy w szkole, byłam w siódmym niebie. Pracowałam w pocie czoła, dumna z pochwał, jaka to jestem wydajna. Przede mną zatrudniona była Irlandka, która podobno nawet nie myła podłóg, bo jej się nie chciało. Ja robiłam wszystko z uśmiechem na ustach. Jednak z czasem rosła we mnie frustracja z powodu tego, w jakim położeniu się znalazłam, męczyło mnie poczucie niższości wobec innych pracowników. Poza tym byłam przemęczona. Naturalnie zaczęłam szukać sposób na ułatwienie sobie pracy – opowiada Agata Łazarska ze Swords.
Zakładowy sport
W każdym z nas występuje naturalna niechęć do monotonnego, nużącego wysiłku, związanego z nieciekawą pracą. A takich zajęć imają się przede wszystkim rodacy w Irlandii. Na zabijanie czasu w pracy sposobów jest mnóstwo. Z nudów wymyśla się czasem wręcz niewiarygodnie głupie rzeczy.
Roberta Kępińskiego, zdolnego informatyka amatora z nieukończonymi studiami na wydziale elektroniki Politechniki Wrocławskiej los rzucił do magazynu jednej z sieci sklepów w Dublinie. 25-latek nie ma wyrzutów sumienia, że zabija czas w pracy na wszelkie możliwe sposoby.
- Pracuję szybciej od innych, jednak to oczywiście nie oznacza, że mogę wcześniej wychodzić do domu. Dlatego muszę tak kombinować, żeby cały czas sprawiać wrażenie zapracowanego. Są też tacy, którzy mimo nie wyrobionej normy i tak bumelują. Obijanie się to nasz „zakładowy sport” – śmieje się. – Jedną z metod są rekordy w zamiataniu. Mówimy na to: „obijanie się na Joe’go”. Irlandczyk po każdym rozpakowaniu palety, co zajmuje około 40 minut, zamiata cały magazyn. Drugi sposób, podobny, to dokładne zamiatanie. Z dumą mogę powiedzieć, że rekord należy do mnie – 73 minuty. Magazyn ma powierzchnię około 260 metrów kwadratowych.
Zabicie kilkunastu cennych minut daje Robertowi również chodzenie na przerwy oraz z i do pracy najdłuższą z możliwych dróg.
- Rano, po odbiciu karty, idę możliwie najwolniej do mojego stanowiska, ciągle patrząc na zegarek. Po skończonym dniu pracy ruszam z magazynu trzy minuty przed końcem zmiany i najdłuższą drogą zmierzam do szatni.
Piotr Skupień do niedawna pracował w jednym z niewielkich miasteczek na północy Irlandii. Były fotoreporter ogólnopolskich wydawnictw, wylądował jako pracownik fizyczny w stolarni.
- Nudy były straszne. W zasadzie praca polegała na uważaniu, żeby sobie nie uciąć palca. Gdy szefa nie było gadaliśmy z kumplami i wygłupialiśmy się, tyle że z młotkami w ręce. Gdy wchodził boss, waliliśmy nimi w co popadnie, udając, że pilnie pracujemy – wspomina.
Jako najgorsze do przetrwania polscy pracownicy fizyczni wymieniają nocne zmiany. Skupień, który pracował wcześniej w magazynie sklepowym, znalazł sposób na zaczerpnięcie oddechu w pracy.
- Magazyn był duży, więc po prostu zaszywałem się gdzieś między pudłami z towarem i spałem. Jeśli ktoś mnie potrzebował, a nie mógł znaleźć, dzwonił na komórkę. To był mój sygnał ostrzegawczy – śmieje się.
Przetrwać trzecią zmianę
Paweł osobiście na „nocki” nie pracuje, jednak docierają do niego opowieści z trzeciej zmiany.
- Kolega opowiadał mi o Murzynce, która pobiła chyba rekordy w obijaniu się. Jej zadaniem było układanie towaru na półkach i dbanie, żeby ogólnie towar estetycznie się prezentował. Co noc kobieta brała krzesło na kółkach, siadała na nim przy półce i wkładała jedną rękę, w której trzymała szmatkę do kurzu, między towary. W tej pozycji zastygała na godziny. Gdy słyszała zbliżające się czyjeś kroki, zaczynała energicznie wycierać kurze. W ten sposób, zmieniając co jakiś czas dla niepoznaki półkę, bumelowała całe noce.
Zastyganie w różnych pozach, z uchem czujnie nastawionym na zbliżające się kroki, to dla wielu sposób na złapanie chwili odpoczynku w zacisznym kącie.
- Kiedy w pracy musisz być cały czas na nogach, starasz się gdzieś zaszyć, aby chwilę odsapnąć nie będąc widzianym przez szefa. Ja ukrywałam się w toalecie, w nieużywanym zazwyczaj pokoju pielęgniarki, albo za półkami w bibliotece. Tam było najprzyjemniej – udając, że wycieram kurze, czytałam książki – opowiada Agata Łazarska. – Mój chłopak, który jest zatrudniony w kawiarni, też nie może siedzieć w godzinach pracy. Aby odpocząć przez chwilę, bierze do ręki szmatę do podłogi i wiadro z wodą, siada na schodach prowadzących na niższą, mniej uczęszczaną kondygnację i udaje, że je zmywa.
Wszyscy rozmówcy przyznają jednogłośnie, że bumelowanie wcale nie należy do przyjemności i samo w sobie jest ciężką pracą.
- To ciągłe patrzenie na zegarek, każda minuta się dłuży. Jednak często nie ma innego wyjścia. Z czasem sprzątanie idzie coraz szybciej i te same czynności wykonuje się dwa razy krócej. Pozostałe chwile trzeba jakoś wypełnić udawaniem, że jest się bardzo zajętym. Ale ręczę, że to ciężka praca – wzdycha Agata.

Jak stwierdził w wywiadzie dla Portalu wiedzy serwisu Onet.pl profesor Paul Glimcher, badacz zachowań neuroekonomicznych, wszystkie naczelne łączy skłonność do obijania się. Zachowania te są zsynchronizowane z rytmem pracy komórek nerwowych. Jak wynika z badan przeprowadzonych przez grupę naukowców pod kierownictwem profesora, zarówno ludzie, jak i szympansy w połowie przypadków przy realizacji zadań, będą się migali od obowiązku. „Szympansy synchronizowały swoje zachowanie z nieprzewidywalnym rytmem pracy własnych komórek nerwowych, które, tak jak cząstki powietrza czy wiele procesów termodynamicznych, nie realizują żadnego wzorca okresowej powtarzalności.” – mówi profesor. Na podstawie analizy sposobu podejmowania decyzji w określonych warunkach podczas eksperymentów neuroekonomicznych wyciągnąłem następujący wniosek: być może studenci, choć uważali się za wolnych, byli zdeterminowani w sposób wrodzony, podejmując decyzję o tym, kiedy pójść do laboratorium, a kiedy na wagary. Odwoływali się do komórek nerwowych tak jak małpy. (Eksperyment polegał na tym, że studentom płacono za dni, w których uczestniczyli w badaniach laboratoryjnych. Nieprzyjście na zajęcia skutkowało zaś mandatem. Okazało się, że uczniowie w połowie przypadków wybierali wagary.)
(Kurier Polski, 10/2007)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Głodne dzieci bogatej wyspy

środa, 27 października 2010 22:12
Prawie 300,000 osób w Irlandii żyje w nędzy. Biedę cierpi na wyspie co dziesiąte dziecko. 15% nieletnich jest niedożywionych, ponieważ rodzice nie pamiętają o tym, by je karmić. Szokujące dane, dotyczące warunków życia mieszkańców jednego z najbogatszych państw świata, przedstawiła w dorocznym raporcie Combat Poverty Agency (Agencja do Walki z Ubóstwem).

W Irlandii w permanentnej biedzie żyje 111,000 dzieci, co stanowi 10,7%. Oznacza to, że dorastają one w domach, w których dochody wynoszą 60% lub mniej średniej krajowej (czyli poniżej 209 euro tygodniowo) oraz że nie jest zaspokojona co najmniej jedna z życiowych potrzeb - solidne posiłki, ogrzewanie, odzież, czy przedmioty użytku codziennego. Niemal jedna czwarta dzieci (23,1%) odczuwa względną biedę. Najbardziej nędzą zagrożone są dzieci, których rodzice są bezrobotni, przewlekle chorzy lub samotnie wychowujący potomstwo.

Raport agencji do walki z ubóstwem
Wyniki raportu Combat Poverty Agency, organizacji odpowiedzialnej za doradzanie rządowi w kwestiach ograniczania biedy w Irlandii, przedstawił w minionym tygodniu Minister Spraw Socjalnych i Rodzinnych, Martin Cullen. Przyjmując dokument od prezesa agencji istniejącej od 1986 roku, Briana Duncana, minister powiedział:
"Moim priorytetem, jako szefa ministerstwa, jest wykorzystywanie wszystkich możliwości, jakie dostarcza jedna z najlepszych gospodarek w Europie, do pracy na rzecz likwidacji ubóstwa. Znamy i rozumiemy problemy, z jakimi zmaga się społeczeństwo. Rozwiązanie jest jasne, wyzwanie stanowi teraz efektywne wprowadzanie nowej polityki działania i uruchamianie środków udostępnionych w ramach Krajowego Planu na rzecz Włączenia Społecznego 2007 oraz Krajowego Planu Rozwoju. Jestem zdeterminowany pracować na rzecz efektywnego realizowania planu w nadchodzących latach, co ma przynieść efekty w postaci polepszenia warunków życia najbardziej potrzebujących w Irlandii." - powiedział.

Nie tylko pieniądze
Minister podkreślił, że od momentu powołania agencji 20 lat temu, Irlandia uległa radykalnej zmianie - z państwa o wysokim bezrobociu, wysokiej emigracji i relatywnie niskich standardach życia stała się państwem o kwitnącej gospodarce, najwyższym poziomie zatrudnienia w historii i imigracją w miejsce emigracji. Minister powiedział:
"Zaledwie 10 lat temu liczba zatrudnionych wynosiła 1,4 miliona. Obecnie wynosi ona 2 miliony. Oznacza to wzrost o 600,000, czyli 42% w mniej niż dekadę. Pomiędzy 1997 a 2007 rokiem podstawowe świadczenia opieki socjalnej wzrosły o ponad 123%. Polepszenie warunków bytowania tych, którzy zostali w tyle i wypchniętych na margines społeczny było możliwe dzięki ogromnemu sukcesowi gospodarczemu i prowadzeniu zgodnej polityki AWU i innych organizacji rządowych" - powiedział minister. "Z raportu agencji wynika, jakie metody najlepiej służą zwalczaniu ubóstwa. Okazuje się, iż oprócz wsparcia finansowego i środowiskowego, niezbędne jest poprawienie usług publicznych. Zgadzam się z tym, że niezbędne jest położenie nacisku na rozwój dzieci, aktywizację zawodową osób w wieku produkcyjnym, włączenie społeczne niepełnosprawnych oraz zapewnienie większej niezależność i jakości życia osób starszych."
Rządowy plan włączenia społecznego zakłada zredukowanie ubóstwa do między 2% a 4% w ciągu najbliższych pięciu lat i całkowitą eliminację do 2016 roku. Cel ten ma być osiągnięty poprzez przeprowadzenie ponad 150 akcji oraz serię inicjatyw zaprezentowanych w osobnym rozdziale Krajowego Planu Rozwoju.

Ukryta bieda
Z problemem nędzy boryka się w Irlandii 290,000 osób.
"Rozmiary i skutki biedy oraz nierówności nie są dziś tak widoczne, jak w przeszłości, kiedy ustawiały się kolejki po zasiłki i trwała masowa emigracja. Jednak gdy przyjrzeć się dokładniej, zauważalne jest niedomaganie umysłowe i fizyczne części społeczeństwa, słabe wykształcenie, niska samoocena i ograniczony dostęp do wysokiej jakości usług, co odróżnia bogactwo od biedy - powiedział po publikacji raportu Kevin O'Kelly, pełniący obowiązki dyrektora AWU. "Najbardziej dotknięci biedą są ci, którzy nie są w stanie podjąć pracy: ludzie starsi, opiekunowie osób chorych, samotni rodzice, dzieci, długotrwale bezrobotni i przewlekle chorzy oraz niepełnosprawni."
O'Kelly podkreślił to, co powiedział później minister Cullen:
"O ile wsparcie finansowe jest ważne, by mieć pewność, że ludzie są w stanie zapewnić sobie podstawowy standard życia, to do wypełnienia założenia o eliminacji ubóstwa do 2016 roku niezbędny będzie wzrost dostępności elastycznych usług publicznych w takich dziedzinach jak zatrudnienie, edukacja, zdrowie, gospodarka mieszkaniowa, transport i opieka nad dziećmi. W bogatym społeczeństwie, takim jak irlandzkie, dostęp do wysokiej jakości usług powinien być niezależny od zasobności portfela.
W raporcie pracownicy agencji zwrócili uwagę na zależność pomiędzy wydatkami na usługi społeczne a biedą - kraje, które łożą więcej na usługi cieszą się niższym poziomem ubóstwa. Pomimo znaczącego wzrostu wydatków na te cele, Irlandia wciąż przeznacza mało na usługi per capita w porównaniu do innych krajów Unii Europejskiej.

Więcej na zasiłku
Rząd dąży w swoich planach do całkowitej eliminacji ubóstwa, tymczasem liczba ubiegających się o dodatki socjalne rośnie. W roku 2006 liczba rodzin starających się o zasiłek socjalny w Irlandii wzrosła o 10 tysięcy. Na początku listopada odnotowano rekordową liczbę podań o dodatek  dla rodzin i niskich dochodach - 20,900. W tym samym okresie 2005 roku zgłoszeń było 19,368.
Innym ważnym problemem na wyspie jest niedożywienie dzieci wynikające z nieodpowiedzialności rodziców. 15% dzieci jest niedożywionych, ponieważ ich opiekunowie są zbyt zajęci, by je odpowiednio karmić. Raport Wydziału Promocji Zdrowia Uniwersytetu w Galway wykazał, że dzieci w rodzinach klasy średniej doświadczają głodu, a 16 procent osób poniżej 18 roku życia nie ma dostępu do jedzenia, gdy są głodne. Badanie wykazało, że głód cierpi 15 procent z 8,424 dzieci w Irlandii między 10 a 17 rokiem życia, uczęszczających zarówno do prywatnych, jak i publicznych szkół, oraz 16% wszystkich nieletnich.
Wielu uczniów, niezależnie od pochodzenia, nie nosi do szkoły drugiego śniadania. Pełen wartości odżywczych posiłek często zastępowany jest paczką żelków lub batonami. Specjaliści od żywienia ostrzegają, że ponad połowa irlandzkich dzieci je słodycze i 37% pije napoje gazowane przynajmniej raz dziennie. Spożycie warzyw i owoców nie sięga nawet połowy zalecanego, ponadto młode organizmy nie otrzymują odpowiedniej dawki wapnia, witamin A, C i B2. Niedobór witamin częściej występuje u dziewcząt.
Akcje walki z "ubóstwem żywieniowym" wśród uczniów podjęły jednocześnie trzy agencje walczące z biedą. Dara Morgan, konsultant do spraw dietetyki i żywienia w organizacjach: St Vincent de Paul, Combat Poverty Agency i Crosscare (agencja opieki społecznej przy archidiecezji dublińskiej), opracowała przewodnik "Zdrowa Żywność dla Wszystkich", w którym  uświadamia, że szkoła jest idealnym miejscem na zaszczepianie zasad zdrowego żywienia. Organizacje, o których mowa, będą realizować takie programy jak kluby śniadaniowe, obiady i przekąski w szkole, czy picie mleka.

Rodzice na złość
Zdaniem nauczycieli, wprowadzane dotychczas programy żywieniowe spaliły na panewce przez brak wsparcia ze strony rodziców. Jeden z dyrektorów szkoły podstawowej powiedział dziennikowi Irish Independent: "Próbowaliśmy zakazać jedzenia w szkole chipsów kilka lat temu, jednak spotkaliśmy się z oporem niektórych rodziców. Niektórzy dawali dzieciom do szkoły dwie paczki chrupek, tylko po to, by zrobić nam na złość".
Inni dyrektorzy narzekają, że w ich placówkach prowadzonych jest jednocześnie tyle programów, że kolejne nadmiernie obciążałby nauczycieli.
Rzecznik Combat Poverty poinformował, że 14% uczniów nie jada w tygodniu śniadań. Ogólnie, im dzieci starsze, tym rzadziej jadają poranny posiłek i częściej są to dziewczynki.
Dr Michal Molcho, autor raportu Wydziału Promocji Zdrowia Uniwersytetu w Galway i wykładowca na uczelni, powiedział, że problem rodziców, którzy nie mają czasu, by dostarczyć wartościowego pożywienia potomkom, jest "poważnym kulturowym zagadnieniem".
W warstwach najbiedniejszych problem niedożywienia sygnalizowało 15,3% dzieci, a w najzamożniejszych rodzinach 14,8%.
(Kurier Polski, 09/2007)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Polski bezdomny sprzątnięty

sobota, 23 października 2010 16:12
Mężczyzna o włos uniknął zgniecenia w śmieciarce

Polski bezdomny o mało nie został przemielony przez mechanizm śmieciarki. Mężczyzna spał w pojemniku na śmieci, gdy przyjechała ciężarówka, by wywieźć kosze, w tym „sypialnię” bezdomnego.

Przerażony człowiek, obudzony we wnętrzu śmieciarki, zaalarmował krzykiem i łomotaniem w ściany auta śmieciarzy. Pracownicy komunalni uratowali nieszczęśnika od zgniecenia przez mechanizm urządzenia.

Policja powiedziała, że zdarzenie mogło się skończyć obrażeniami lub nawet śmiercią, gdyby mężczyzna został wessany przez mechanizm. Garda apeluje do obywateli, by w przypadku zauważenia, że ktoś śpi w koszu na śmieci, ostrzegali bezdomnych o grożącym im niebezpieczeństwie.

(Kurier Polski, 07/2007)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Polska Biblioteka "Biblary"

piątek, 22 października 2010 12:56

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Polka cudem uniknęła tortur zboczeńca

wtorek, 19 października 2010 14:34

Były ochroniarz sklepowy - który zaczaił się na młodą Polkę i zaciągnął do miejsca, gdzie miał przygotowany zestaw do gwałtu - został skazany na 12 lat pozbawienia wolności z zawieszeniem trzech ostatnich lat kary.


„Zestaw”

Sędzia Paul Carney opisał zbrodnię jako „mającą miejsce na końcu skali”, ponieważ „zestaw” gwałciciela - Russella Murray’a - zawierał trzy kawałki taśmy, wazelinę, rolkę papieru toaletowego, smycz, sznur oraz czerwoną rękojeść od piły.

Sędzia przytoczył również zeznania Murray’a (33), który powiedział Gardzie (irlandzkiej policji) o swoich zamiarach. Jego celem było schwytanie pierwszej napotkanej dziewczyny i dokonanie oralnego gwałtu, a także użycie rękojeści piły oraz wazeliny do penetracji analnej i waginalnej.
Murray, zamieszkały w Burke's House, Clydagh, Moycullen, na terenie hrabstwa Galway - został uznany winnym napaści oraz próby gwałtu na kobiecie.
Incydent miał miejscie w godzinach porannych, 8 kwietnia 2009 roku.

Detektyw Barry Carolan ujawnił, że Murray złapał swoją ofiarę, którą była 24-letnia Polka, gdy szła rano do pracy, na Ceannt Station. Zaciągnął ją na miejsce, gdzie miał przygotowany swój „zestaw”. Kobieta uciekła oprawcy, dzięki temu, że zaskoczyła go, zrywając mu z głowy maskującą kominiarkę.
Policjanci byli przekonani, że mają do czynienia ze złodziejem do momentu, kiedy nie odkryli „zestawu”. Murray porzucił swoje auto w pobliżu miejsca zdarzenia i kiedy po południu wrócił po nie, zastał czekających na niego funkcjonariuszy. Zwyrodnialec tłumaczył, że porzucił vana, bo zabrakło mu benzyny i nie miał pieniędzy, żeby zatankować. Garda wiedziała jednak z relacji mieszkańców osiedla, że samochód pojawił się na miejscu zbrodni na krótko przed napaścią na kobietę.

Fantazje o gwałcie

Oprawca przyznał, że zbrodnia była planowana, ale nie do końca, dlatego wybrał na ofiarę przypadkową dziewczynę. Powiedział, że od dłuższego czasu fantazjował o takim akcie seksualnym. Zapewniał, że nie zamierzał skrzywdzić potencjalnej ofiary, ale nie umiał też wytłumaczyć, jak miałby się ten incydent zakończyć. Zeznał też, że nigdy wcześniej nie związał żadnej kobiety.

Mężczyzna nie był wcześniej karany za przestępstwa kryminalne. Miał na swoim koncie jedynie kilka wykroczeń drogowych. Podczas aresztowania w jego kieszeni znaleziono aparat cyfrowy ze zdjęciami miejsc intymnych kobiet. Mężczyzna przyznał, że fotografował ukradkiem dziewczyny w pubach, klubach i na ulicach, kierując obiektyw pod spódnice.

Za napaść i próbę gwałtu otrzymał 12 lat więzienia z zawieszeniem 3 ostatnich, ponadto 8 lat nadzoru i ogłoszenia go jako napastnika seksualnego. Jego obrońca w sądzie oświadczył, że jego klient żałuje wyrządzonych czynów, przyznaje się do winy i akceptuje oferowaną mu pomoc psychologa w więzieniu.


33-latek wychował się w dublińskiej dzielnicy Tallaght. Dzieciństwo spędził głównie na ulicy i w hostelach, w których żyli jego rodzice – alkoholicy. Do hrabstwa Galway przeniósł się jako nastolatek, gdy jego rodzeństwo zostało zabrane przez opiekę społeczną. Detektywi stwierdzili, że mężczyzna ma problemy z psychiką, w jego rodzinie były przypadki schizofrenii.

(Polska Times, 10/2010, współpraca: Małgorzata Antczak)


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  83 401  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Od 2005 roku, czyli właściwie początków boomu imigracyjnego w Irlandii, pracuję w różnych polskich gazetach w Dublinie. Cały czas na bieżąco śledzę życie Polonii. Zapraszam do zapoznania się z nim.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 83401

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl