Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 903 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Prochy Azora w sygnecie

poniedziałek, 31 października 2011 11:50

Właściciele zwierząt wydają w Irlandii nawet 1000 euro na pochówek swoich pupili. Jako alternatywa do zakopania psa czy chomika w ogrodzie, możliwy jest wybór miejsca na cmentarzu dla zwierząt, kremacja, a nawet przerobienie prochów ulubieńca na sygnet, czy przycisk do papieru.


 

Ostatnie pożegnanie
„Wczoraj pożegnaliśmy naszą ukochaną koteńkę Honoratkę (zachorowała na wirusowe zapalenie tchawicy, mimo intensywnej opieki weterynaryjnej choroba postępowała i zaatakowała nerki).
Teraz stoimy przed dylematem, co zrobić z ciałkiem Honorci - w grę wchodzi tradycyjny pogrzeb na cmentarzu dla zwierząt, albo kremacja (ale indywidualna, wiem że kota można zostawić w lecznicy, ale nie wyobrażam sobie spalenia naszego szczęścia jako... odpadu razem ze strzykawkami, kończynami po amputacji itp.) Czy orientują się Państwo, gdzie znajduje jest krematorium dla zwierząt?” - pyta użytwkoniczka portalu Miau.pl.
W Irlandii działają co najmniej dwa krematoria. Otwarcie placówki w hrabstwie Kerry, w 2006 roku, wywołało niejakie poruszenie. Na początku korzystali z niego przeważnie Anglicy mieszkający w Irlandii, dla nich bowiem taka usługa nie była nowością. Teraz dwie firmy, w Kerry i Wicklow, przeprowadzają około tysiąca kremacji rocznie.
Usługa kosztuje - w zależności od rozmiaru zwierzęcia - od 100 do 300 euro. Koszty te mogą wzrosnąć nawet do tysiąca euro, jeżeli zakupi się odpowiednią urnę na prochy. Wybór wzorów jest dość szeroki – można kupić pojemnik w kształcie glinianej wazy, kota, psa, królika, czy książki. Do tego można dołączyć oprawioną fotografię ulubieńca lub grawerowany napis.
- Część naszych klientów chce trzymać prochy blisko siebie, w domu, a inni wybierają rozsypanie ich w ulubionym miejscu spacerów pupila, czy na przykład na rodzinnym grobowcu – mówi właściciel Irish Pet Crematoria, Saun Murphy.
Eddie i Kathleen Griffin, właściciele Pets to Rest, krematorium działającego w okolicach Castleisland (hrabstwo Kerry), podróżują po całym kraju, odbierając zwierzęta do spopielenia i oddając szczątki rodzinom. Eddie używa do przewozu zwłok samochodu – chłodni. Czworonogi są kremowane indywidualnie lub zbiorowo.
Większość naszych klientów to miłośnicy zwierząt, którzy są bardzo związani ze swoimi pupilami. Pragną, aby ich przyjaciel nie był tylko anonimowym zwierzęciem. Nie chcą, aby ich zwierzątko było zakopane w dziurze w ogrodzie, czy wyrzucone na śmietnik. Wolą urządzić godny pochówek – tłumaczy Kathleen. - Wiedząc, że ich zwierzak został potraktowany z szacunkiem, łatwiej znoszą poczucie osamotnienia po odejściu wiernego towarzysza.

Prochy z certyfikatem
Jak mówią Griffinowie, najczęściej kremowane są psy, rzadziej koty, ale zdarzają się także króliki i chomiki.
- Większość osób zadowala się zwykłą trumną, ale niektórzy szukają czegoś specjalnego, na przykład w formie śpiącego kota.
Przy chowaniu zwierząt, podobnie jak w przypadku utraty kogoś spośród ludzi, bliscy potrzebują często wsparcia od zwierzęcego przedsiębiorcy pogrzebowego.
Klientom trzeba czasem powiedzieć coś podnoszącego na duchu. W tym fachu trzeba być cierpliwym. Osoby, z którymi rozmawiamy, są pogrążone w smutku. Należy im okazać współczucie – mówią.
Usługa krematorium w Wicklow jest dostępna poprzez lokalne gabinety weterynarii. Jak zapewniają przedsiębiorcy, właściciele mogą mieć pewność, że jeżeli zamawiają kremację razem ze zwrotem popiołów, będą to szczątki ich ulubieńców.
- Weterynarz naszego klienta wypełnia indywidualny formularz kremacji. Karta zawiera dane dotyczące zwierzęcia i oczekiwań klienta. Informacja ta towarzyszy całemu procesowi i dzięki niej do właściciela trafiają szczątki jego zwierzęcia. Poza tym, jeżeli spopielenie jest przeprowadzane indywidualnie, możliwość pomyłki jest wyeliminowana. Popioły są zwracane klientom poprzez weterynarza. Obecność przy kremacji jest niestety niemożliwa.
Osoby, które chcą, by ulubieniec nawet po śmierci towarzyszył im na co dzień, mają możliwość przerobienia prochów w szkło. Usługę taką oferuje firma Ashes into Glass z siedzibą w północnym Londynie, głównie drogą pocztową. Bill Watts i James Rhodes przeważnie pracują z prochami ludzkimi, ale mają także ofertę dla właścicieli zwierząt. Prochy bliskich można przerobić na szkło i wprawić w pierścionek, wisior, kolczyki, sygnet, spinki do mankietów albo przycisk do papieru. Wybierać można między srebrem i złotem. Istnieje też opcja wygrawerowania napisu. Ceny od 195 do 495 funtów.
Dmuchacze szkła zajmują się swoją profesją od 20 lat. Zawsze starają się odpowiadać na potrzeby klientów. Dlatego, gdy klient zapytał, czy jest możliwość dodania popiołów jego matki do szkła, uznali, że to świetny pomysł na upamiętnianie zmarłych.
Zastanawialiśmy się tylko, jak pokazać prochy, nie wyglądają one jak coś, co chcesz eksponować. Dlatego wpadliśmy na pomysł tworzenia biżuterii – tłumaczą.

Spacer po tęczy
W Polsce pierwsze krematorium dla zwierząt domowych rozpoczęło działalność w ubiegłym roku. Funkcjonuje ono na terenie cmentarza dla zwierząt ,,Tęczowy Most’’ w Szymanowie pod Wrocławiem.
Do kremacji służy nowy piec najnowszej technologii Stour II, cały proces sterowany jest komputerowo, a zwłoki spopielane są w temperaturze 860 stopni Celsjusza. Przy całym procesie może być obecny właściciel, on też decyduje o wyborze urny, w której odbierze prochy – mówią przedsiębiorcy.- Dysponujemy również specjalnym pojazdem do przewozu zwłok zwierzęcych, a także pełnym zapleczem akcesoriów funeralnych. Mamy w wyborze urny kamienne, metalowe i drewniane, trumny drewniane z wybiciem satynowym i bez wybicia, ramki drewniane i kamienne. Wszystkie artykuły posiadamy w różnych wzorach, kolorach i rozmiarach. Istnieje również możliwość zamówienia płyty nagrobnej lub pomnika, a także fotografii porcelanowej lub piaskowanej.
Nekropolię dla zwierząt prowadzą od 9 lat.
Sami jesteśmy właścicielami zwierząt i z własnego doświadczenia wiemy, jak trudny jest moment rozstania z czworonożnym przyjacielem. Wiemy też, że zawsze ten moment przychodzi zbyt wcześnie i zawsze nie w porę. Przeżywaliśmy takie rozstania my, przeżywali nasi znajomi i przyjaciele, i dlatego wiemy też, że rozpacz po stracie ukochanego pupila wygląda bardzo różnie i różne są oczekiwania właścicieli odnośnie miejsca ostatniego spoczynku ich ulubieńca. W związku z tym przyjęliśmy zasadę - na naszym cmentarzu o wszystkim decyduje właściciel.
Na cmentarzu są zatem mogiłki obrośnięte mchem i zielenią, są i piękne płyty z wyrytymi słowami miłości i wiecznej pamięci, są zabawki przyniesione małym przyjaciołom i są choineczki na Boże Narodzenie…
Kto z różnych powodów nie chce pochować swojego pupila w mogile indywidualnej, może skorzystać z możliwości godnego pochówku w mogile bezimiennej i nie dręczyć się później myślą, że szczątki naszego przyjaciela rozniosą leśne zwierzęta, albo wykopie je buldożer przy budowie nowego osiedla w miejscu, gdzie dotychczas była łąka – mówią.

Zwierzęta mogą stać się częścią rodziny i rozjaśniać dom. Niestety, nie żyją one tak długo jak ludzie, i wszyscy właściciele muszą doświadczać w pewnym momencie utraty pupila. Śmierć zwierzęcia może być druzgocąca dla właściciela, który nie wyobraża sobie życia bez niego, a dom wydawać się pusty. Ważne jest, aby zrozumieć, że uczucia po utracie zwierzęta mogą być podobne, jak po śmierci członka rodziny czy przyjaciela. Osoby, które tego doświadczają, powinny dać sobie czas na przeżycie swoich emocji i powrót do równowagi.

Uczucia, jakie towarzyszą żałobie po zwierzęciu, to:

1. Smutek: czujesz się okropnie smutny, płaczesz, możesz stracić zainteresowanie dla zwykłych czynności, jak jedzenie, czy chodzenie do pracy. Nie możesz się skupić, nienawidzisz przebywać w domu. Ważne jest w tym okresie, by dbać o siebie (jeść, spać itp.). Jeżeli zaobserwujesz u siebie symptomy depresji, powinieneś skontaktować się z lekarzem.

  1. Poczucie winy: możesz myśleć, że powinieneś robić więcej dla swojego pupila. Jeżeli był chory, myślisz, że gdybyś zauważył to wcześniej, to by go uratowało; jeżeli zginął w wypadku, myślisz, że powinieneś być ostrożniejszy – upewnić się, że brama jest zamknięta, trzymać czworonoga na smyczy itp. Staraj się odsunąć od siebie te uczucia i myśleć, że robiłeś, co w twojej mocy: kochałeś swoje zwierzę i ono to odwzajemniało. Dbałeś o nie, dzięki czemu miało ono szczęśliwe życie. Staraj się myśleć o radosnych chwilach, które razem przeżyliście.

  2. Złość: możesz czuć złość wobec kogoś, kto na przykład przyczynił się jakoś do śmierci zwierzęcia – wobec siebie, członków rodziny, weterynarza. Możesz zwątpić w swoje przekonania religijne. Możesz być zły na osoby, które nie lubią zwierząt i nie rozumieją tego, co przeżywasz, a czasami to umniejszają. Niestety, te emocje nie uczynią niczego dobrego, możesz zaszkodzić relacjom, jeżeli nie będziesz uważał. Pamiętaj, że każdy robił, co mógł. Poza tym, jeśli chodzi o osoby, które nie lubią zwierząt – to nie ich wina, że nigdy nie doświadczyli bezwarunkowej miłości, jaką ty otrzymałeś od swojego ulubieńca i że nie wiedzą, jak ludzkie życie może się polepszyć, gdy wkracza w nie zwierzę.

  3. Akceptacja: jest ona ostatnim etapem procesu żałoby. Jesteś w stanie przyjąć to, ze twój przyjaciel nie żyje. Zaczynasz skupiać się na pięknych wspomnieniach o czasach, gdy byliście razem. Cały czas mogą występować okresy, gdy odczuwasz głęboki smutek, złość, winę lub poczucie straty, ale jesteś w stanie szybciej się od tych uczuć uwolnić i patrzeć raczej w przyszłość, niż w przeszłość. Na tym etapie możesz zacząć rozważać rozglądanie się za nowym zwierzęciem, nie po to, aby zastąpić utraconego przyjaciela, lecz mieć kogoś, z kim można cieszyć się życiem.

 

Co może pomóc uczynić żałobę lżejszą?

  • organizacja pogrzebu

  • zasadzenie kwiatów lub drzewa dla upamiętnienia pupila

  • wsparcie organizacji charytatywnej

  • namalowanie obrazu lub wyrzeźbienie podobizny zwierzęcia (samemu lub na zamówienie u profesjonalisty)

  • napisanie listu do zwierzęcia

  • napisanie wiersza, piosenki lub opowiadania

  • skomponowanie muzyki lub piosenki

  • stworzenie albumu pamiątkowego

  • oprawienie zdjęcia lub wykonanie kolażu fotograficznego

  • zaangażowanie się w wolontariat

  • rozmowa z innymi, którzy przeżyli podobną stratę

  • spacer do lasu, gimnastyka lub kurs jogi

  • umieszczenie kamienia pamiątkowego w ogrodzie, nawet jeżeli zwierzę nie jest tam pochowane

  • prowadzenie dziennika, zapisanie w nim historii z życia pupila

  • założenie strony internetowej poświęconej czworonogowi

  • umieszczenie zdjęcia pupila i wspomnienie o nim na Facebooku.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Żona mnie bije!

niedziela, 16 października 2011 14:49

 



„Przychodzi później ode mnie z pracy i jak zastanie bałagan w domu, to od razu dostaję w twarz. A jak naczynia w zlewie stoją brudne, to potrafi mnie parę razy kopnąć. Nie wychodzę już ze znajomymi na miasto, bo zawsze wtedy mówi, że się szlajam – i znowu obrywam. Co gorsza, bije też naszego 7-letniego syna” - zwierza się nasz czytelnik, który chce pozostać anonimowy. Mężczyźni wstydzą się tego, że kobiety ich biją – tylko jeden na dwudziestu w Irlandii zgłasza sprawę policji. Wiadomo jednak, że gwałtownie wzrasta liczba męskich ofiar przemocy – na wyspie jest to co czwarty pan.

 

Maltretowany mąż

Do niedawna nie prowadziło się badań na temat przemocy domowej stosowanej przez kobiety. Wyniki tych badań są niejednoznaczne. Niektóre z nich wskazują, że przemoc domową częściej stosują kobiety na mężczyznach, inne, że to mężczyzna częściej może być sprawcą przemocy domowej, lub że jest ona przez obie płci stosowana równie często Wyjątkiem jest liczba zabójstw, których częściej dokonują mężowie na żonach.

Według badań CBOS w Polsce i na Węgrzech w 2002 i 2003 takie same grupy kobiet i mężczyzn (14%) deklarują, że przynajmniej raz doświadczyły przemocy. Jednocześnie jednak kobiety przyznają częściej, że były wielokrotnie bite.

Według badań Instytutu Psychologii Zdrowia PTP, wykonanych w 2004 r. na zlecenie Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy na grupie 1000 dorosłych mieszkańców stolicy do policzkowania wobec partnera przyznało się 6% kobiet i 4% mężczyzna, do popychania i szarpania – 7% kobiet i 11% mężczyzn i do bicia po 3% kobiet i 3% mężczyzn. Przemoc ze strony partner w tych samych badaniach przedstawia się następująco: policzkowanie – 6% kobiet i 5% mężczyzn, szarpanie – 16% kobiet i 16% mężczyzn, bicie – 8% kobiet i 4% mężczyzn]. Większość badań wykazuje, że przemoc wobec mężczyzn częściej ma charakter przemocy psychicznej (poniżanie, wyzwiska), rzadziej fizycznej (najczęściej w formie policzkowania).

W 1977 roku został wprowadzony do nauki termin zespół maltretowanego męża. Agresja żon wobec mężów ma różne formy: przemocy fizycznej, agresji seksualnej, maltretowania fizycznego, a nawet zabójstwa z użyciem broni. Powody są najróżniejsze: „bo zupa była za słona”, zazdrość, pieniądze, rozczarowanie partnerem...

 - Oczywiście to nie jest tak, że żona bije mnie bez powodu, powodem jest zazdrość. Ona jest chorobliwie, obsesyjnie zazdrosna - nawet o członków mojej rodziny. I problemem nie jest fakt, że mam często podrapaną twarz, czy też bliznę po wygryzionym kawałku ciała z brzucha, tylko bezradność w sytuacji, w której się znalazłem. Chcę być z nią i tworzyć rodzinę, ale jak przypomnę sobie te dantejskie sceny, które się w tym mieszkaniu dzieją, to tracę chęci do czegokolwiek – wyznaje 35-letni Dariusz. - Zamykam się w sobie i mam wszystkiego dość. Po takich awanturach kilka dni nie rozmawiam z nią, bo ciężko mi racjonalnie zrozumieć jej zachowanie. Ona cały czas bazuje na tym że jej wybaczam i potem robi znowu swoje. Dużej krzywdy nie jest w stanie mi zrobić, tylko proszę sobie wyobrazić sytuację, jak obezwładniam ją w kuchni, sprowadzam do parteru, krępuje ręce i grożę, że jak się nie uspokoi to zadzwonię na policję, a na to wszystko patrzy córka. Problemem jest to aby wyeliminować jej wybuchy zazdrości, bo to jest przyczyną ataków. Ja już nie mam żadnych koleżanek, życie towarzyskie ograniczyło się do kilku przyjaciół, z którymi bardzo rzadko się spotykam. Najgorsze jest to, że dochodzę do wniosku, że im bardziej jej ulegam, im więcej od siebie daję, tym jest gorzej.



Amen pomaga

Do 16 października trwa w Irlandii trzecia doroczna kampania informacyjna na temat domowej przemocy wobec mężczyzn organizacji Amen Support Services. Celem akcji odbywającej się pod hasłem „Przemoc domowa dotyka także mężczyzn” jest rozpropagowanie działalności instytucji, która pomaga ofiarom oraz powiedzenie im, że nie muszą cierpieć w milczeniu.

Amen dostarcza informacji oraz wspiera męskie ofiary przemocy w rodzinie poprzez prowadzenie telefonu zaufania, udzielanie informacji o dostępnej pomocy prawnej, asystę w sądzie oraz grupy wsparcia.

- Mężczyznom jest bardzo trudno przyznać się, że są ofiarami prezmocy. W 2005 roku tylko jedna na 20 ofiar zgłosiła się na policję. Mamy nadzieję, że nasza akcja uświadomi panom, że nie muszą znosić tewgo w samotności – jest dla nich pomoc – mówi David Ring, prezes Amen. - Chcemy też walczyć ze stereotypem, że bycie ofiarą przemocy ze strony kobiety jest czymś śmiesznym. To bardzo poważny problem, który uderza we wszystkich członków rodziny.

W czasie kampanii reklamy Amen są umieszcozne na autobusach, w gazetach i radiu.

W organizacji szukały pomocy w 2010 roku 4,683 osoby (to o tysiac więcej niż rok wcześniej). Zwykle kontaktowały się telefonicznie.

- Największy ruch mamy w styczniu i październiku – w każdym z tych miesięcy pomogliśmy sześciuset osobom – informuje D. Ring. - Prawie połowa z naszych klientów cierpiała przemoc psychiczną. 36 procent regularnie wysłuchuje obelg pod swoim adresem. Jedna czwarta mężczyzn doznała przemocy fizycznej, a 0,5 procenta była wykorzystywana seksualnie przez partnerkę. Najczęściej ofiary doznają więcej niż jedenj formy przemocy.

Marek i Anita znali się od kilku lat. Razem przyjechali do Irlandii, aby zarobić na wesele i własny kąt. Po roku pobrali się z pompą w rodzinnym Zgierzu, a po następnych dwóch latach wrócili do kraju i kupili wymarzone mieszkanko. Sielanka nie trwała jednak długo. Anita okazała się agresywna.

- Coraz częsciej kłóciliśmy się, ale wiadomo, wiele młodych małżeństw to przeżywa. Podobno nawet jest coś takiego, jak kryzys po dwóch latach związku. Starałem się być cierpliwy. Kochałem ją bardzo, chciałem żeby układało nam się jak najlepiej. Ale potem ona zaczęła rzucać się na mnie z pazurami. Kiedyś nawet przy znajomych. Myślałem, że się spalę ze wstydu. Kumple podśmiewali się ze mnie, że sobie nie mogę dać rady z babą. Ale wiedzieli, że trenuję krav magę i jestem dobrym zawodnikiem. Kja też to wiedziałem i postanowiłem od niej odejść, zanim mnie poniesie i jej oddam, ale tak, ze się już nie podniesie – mówi Marek.

Mężyczyzna zostawił wszystko żonie. Teraz próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Ma dopiero 30 lat i wierzy, że jeszcze pozna miłą, spokojną partnerkę.



Tulipanem” po twarzy

O tym, do czego zdolna jest wściekła kobieta, boleśnie przekonał się dwa lata temu 22-letni Mateusz Rzońca, mieszkaniec jednej z mazurskich wsi. W czasie małżeńskiej kłótni żona tak poharatała mu twarz rozbitą butelką, że trafił do szpitala.

Uciekłem do mamy, bo co miałem robić” - mówił Super Expressowi poturbowany mężczyzna.

Twarz pana Mateusza wyglądała jak po zderzeniu z tirem. Lekarze założyli mu dziesiątki szwów i z trudem przyszyli odciętą górną wargę. Uszkodzone nerwy w prawej ręce spowodowały, że nie miał czucia w przedramieniu.

O co poszło? O 30 złotych. Julia Rzońca, o sześć lat starsza żona Mateusza, była winna te pieniądze teściom.

Zapytałam go, czy rozliczył się już z rodzicami. Jak mi powiedział, że mamy osobną kasę i moje długi go nie interesują, to kazałam mu się spakować i wynosić z domu” relacjonowała. Jak mówi, wtedy mąż złapał ją za włosy, a ona chwyciła za stojącą na stole butelkę piwa. Zdąrzyła uderzyć nią męża w twarz, zanim zalany krwią schował się przed nią w łazience. Wtedy kobieta opamiętałą się i zadzwoniła po pogotowie.

Po zdarzeniu pan Mateusz szerokim łukiem omijał dom. Wyprowadził się do rodziców. Jak mówił, to nie był pierwszy raz, kiedy żona była agresywna, wcześniej zdarzyło się, że uderzyła go kuflem od piwa. Rzońca złożył pozew rozwodowy.

Zdaniem psychologów, rosnąca liczba kobiet prześladujących swoje drugie połowy źle świadczy o dzisiejszych czasach.

- Sprawcami przemocy domowej są nadal w głównej mierze mężczyźni – jest ich dziesięciokrotnie więcej ale sam fakt, że kobiety przejmują powoli tą niechlubną statystykę nie świadczy dobrze o kondycji społeczeństwa. Powiedzenie 'damski bokser" jest bardzo oczywiste i każdy wie o co chodzi. Nie bardzo jednak wiadomo jak to ująć odwrotnie. Zwykle w takich chwilach panowie myślą, że nikt im nie uwierzy i siedzą cicho mówi psycholog rodzinny, Marek Gibki, pracujący w serwisie psychorada.pl. - Cały problem polega na tym, że aby im ktoś uwierzył niestety muszą to zgłosić, muszą o tym powiedzieć. Bicie męża przez żonę to bardzo wstydliwy temat. To właśnie wstyd przed ośmieszeniem najczęściej hamuje wyjawienie prawdy. Boimy się ujawniać przemoc we własnych czterech ścianach a już na pewno nie chcemy wtrącać się w czyjeś życie – a to błąd. Błąd, ponieważ przemoc w rodzinie jest przestępstwem, a każdy ma prawo zapobiegać przestępstwu. Mamy prawo ingerować w czyjeś życie jeśli wiemy, że komuś dzieje się krzywda. Przemoc bowiem rozwija się w izolacji od świata. Tą izolację trzeba przełamać. Jeśli ofiara nie ma odwagi to trzeba jej pomóc. Najlepsza pomoc to rozmowa, zdobycie zaufania i propozycja kontaktu np. na "Niebieską Linię". Poza tym niech się nam nie wydaje, że to dotyczy innych, może mniej wykształconych czy stojących niżej na drabinie społecznej. Ten temat dotyczy każdego i zdarza się wszędzie.

Gibki jest zdania, że przemoc zwykle ma kilka przyczyn.

- Jest wywoływana brakiem komunikacji między ludźmi. Tym, że nie reagujemy na zadawane nam pytania, mijamy się z prawdą, cedujemy pewne rzeczy na innych. Rozmawiamy ostatnio częściej przez komórki, komunikatory różnego rodzaju tylko nie bezpośrednio. Wszystko to rodzi frustrację. Kobiety lubią słyszeć słowa. Jeśli mężczyzna nic nie robi w domu bo jest zajęty pracą zawodową i późno wraca, to nie należy mieć oto pretensji. Jednak miło jest usłyszeć – wiesz, chętnie bym ci pomógł, ale jestem tym tygodniem pracy tak zmęczony, że muszę odpocząć, odreagować. Nie gniewaj się, odrobię to jutro. Brzmi inaczej? Wystarczy coś powiedzieć, porozmawiać.

Zdaniem Marka Gibkiego, wystarczą dwa-trzy tygodnie spędozne przez parnerów osobno, a zaczynają one widzieć dobre strony związku.

- Teraz wiele osób wyjechało do pracy poza granicę kraju. Wielka radość, że będą lepsze dochody, że poprawi się nam w domowym budżecie. Chwila spokoju po wyjeździe ukochanej osoby. Czas wolny, relaks. Chwila wolności, psychiczny odpoczynek, dobra i ważna rzecz dla organizmu. Mijają dwa – trzy tygodnie, a nam już zaczyna brakować tej drugiej osoby. Zaczynamy widzieć zalety życia we dwoje. W tym momencie nie liczą się jakieś waśnie czy sprzeczki ba, nawet tego nam brakuje ! Zwykliśmy w takich momentach mówić, że "nawet nie ma się z kim pokłócić".

Osoby, któe nie potrafią zapanowac nad swoją agresją lub partnera, powinny poszukać pomocy.

- Nie musi to być od razu policja. Wizyta u psychologa może okazać się dla nas zbawienna. Na pewno dowiemy się, jak postępować w trudnych sytuacjach. Jak nie dać się sprowokować, jak odeprzeć atak nikogo przy tym nie krzywdząc. Już słyszę jak ktoś mówi – nie stać mnie na psychologa. To nie musi być wizyta prywatna. Do psychologa nie trzeba mieć skierowania, bo to nie jest lekarz, ale są poradnie gdzie psycholog przyjmuje. W każdym mieście jest. Dbajmy o siebie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

„Z głodu łowimy ryby”

poniedziałek, 10 października 2011 10:20

 

 Robotnicy nie otrzymują wynagrodzeń nawet przez 3 miesiące. Ich cierpliwość się wyczerpała…

 

 

 

Dramat polskich robotników

 

Spanie w barakach, głód, brak zapłaty za pracę. Około trzydziestu budowlańców – większość z Polski, drży ze strachu przed szefami, Niemcami, którzy traktują ich jak ludzi gorszego gatunku. „Codziennie słyszymy  wyzwiska: wy polskie świnie, fuckers i tym podobne” - skarżą się robotnicy z firmy, która ma swoją siedzibę w dublińskiej dzielnicy Blanchardstown. We czwartek nie wytrzymali, przyszli do pracy, ale nie kiwnęli palcem. „Mamy dosyć wyzyskiwania. Chcemy naszych pieniędzy. Szef zalega nam po kilka tysięcy euro!”.

Najgorzej mają ci, których firma wysłała na delegację do Wexford. Mieszkają w blaszanych kontenerach, a z głodu łowią ryby w pobliskim oceanie, bo wypłat nie dostają tygodniami. Rekordzista w ciągu trzech miesięcy dostał pensję raz.

- Na początku było nawet dobrze – przez trzy dni, dopóki był z nami szef. Kiedy przyjechaliśmy do pracy w Wexford, dostaliśmy zakwaterowanie w hotelu, ze śniadaniem. Później musieliśmy się przenieść, niestety, do baraków – mówi Kazimierz (wszystkie imiona są zmienione – dane do wiadomości redakcji). - Na początku nie było tam nic, spaliśmy na ziemi. Całe umeblowanie to był jeden fotel. Nie mogliśmy się umyć ani niczego ugotować, bo nie było prądu, a ubikacja zamknięta na klucz, którego nie dostaliśmy.

Po kilku dniach sytuacja poprawiła się na tyle, że robotnicy otrzymali łóżka i dostęp do prowizorycznej łazienki. Prąd wytwarzany jest z agregatu, który włącza się na czas gotowania i wieczorami.

Firma Meister House Ltd. buduje nad oceanem piękne, ekologiczne domy z drewna. Aby zdążyć z projektem, szef każe zostawać pracownikom po godzinach. Kto odmówi – będzie zwolniony.

- Przez dwa miesiące regularnie pracowaliśmy po dwanaście godzin. Na wietrze, deszczu – niezależnie, jaka pogoda była – za nadgodziny nikt nam nie płacił – żali się Kazimierz.

Na miejscu, w Dublinie, przedsiębiorstwo zatrudnia ponad dwudziestu pracowników. Większość z nich pracuje od kilku miesięcy. Rotacja jest ogromna, kto nie ma rodziny na utrzymaniu, rezygnuje szybciej, ci, którym zależy bardziej, łudzą się, że szef zacznie wreszcie płacić.

- Zacząłem tutaj pracę wiosną tego roku. Pracował tu mój kolega, którego zaległości w końcu doszły do 6000 euro i który teraz się sądzi z firmą. Jego prawnik wystąpił o 10 000 euro odszkodowania, ponieważ pracodawca, według niego, złamał piętnaście paragrafów prawa pracy – tłumaczy Marek. - Na początku było kiepsko, wypłaty były zawsze z opóźnieniem, po interwencjach. Później przez 2-3 miesiące płacił w miarę regularnie, ale dwa miesiące temu znowu się popsuło. Dwa tygodnie temu dostałem pieniądze sprzed 7 tygodni. Dlaczego tak długo czekaliśmy? Wszyscy łudziliśmy się, że w końcu zacznie płacić. Ale kiedy tylko wspominaliśmy o zaległościach, groził, że zamknie firmę i wszyscy wylądujemy na bruku.

 

W czwartek robotnicy jak zwykle przyszli do siedziby firmy, jednak odmówili pojechania na budowę.

- Szef jest wściekły, grozi nam policją. Po południu przyjechał do firmy i powiedział, że to on wytoczy nam sprawę – mówią mężczyźni.

Robotnicy boją się szefa, który nie przebiera w słowach, miota przekleństwa i straszy podwładnych. Jednak dzięki interwencji „Gazety Polskiej” dowiedzieli się, że firma będzie likwidowana.

- To przedsiębiorstwo jest na krawędzi. Za trzy tygodnie Skarb Państwa zamyka ich za niepłacenie podatków – powiedział Błażej Nowak, doradca z zakresu prawa pracy. - Meister House Ltd. to hybryda innej firmy, którą zamknięto z tego samego powodu cztery lata temu.

W poprzedniej spółce pracował Mariusz.

- Robiłem tam cztery lata, było nawet nieźle, ale potem ogłosili upadłość. Byli mi winni sześć tysięcy euro, ale spłacali po kilkaset euro, aż dług zmniejszył się do 2,6 tys. Wyjechałem do Polski, ale w zeszłym roku zadzwonili do mnie, czy bym nie chciał pracować w ich nowej firmie. Zgodziłem się. Od początku nie płacił regularnie, ale w końcu pieniądze spływały. Ściągnąłem nawet do pracy syna, ale po kilku miesiącach zwolnił się. Powiedział, że „nie będzie w takim gnoju pracować”. Pojechał do Niemiec. Ja nie mogę sobie tak rzucić pracy, mam żonę i dzieci – denerwuje się.

Mariuszowi szefowie winni są dwanaście tygodniówek plus ekwiwalent za urlop i nadgodziny.

Pracownicy Meister House żyją z dnia na dzień, licząc na to, że spłynie jakaś gotówka.

- Zapożyczamy się w lombardach i Providentach, na 30 procent, bo z czego mamy żyć? Kilku potraciło mieszkania, bo nie mieli z czego zapłacić, powprowadzali się do kolegów. W pracy dzielimy się kanapkami, czym kto ma, staramy się sobie pomagać. Ale fakty są takie, że po prostu cierpimy głód. Jeżeli już natomiast jemy śniadanie, to na pustakach, brudnymi rękoma, bo nie ma dla nas żadnych pomieszczeń socjalnych – mówi Marek.

Poszkodowani skontaktowali się ze związkami zawodowymi.

- Nie mogę, niestety, pomóc tym ludziom, ponieważ nie zajmuję się branżą budowlaną, podałem im natomiast numer, pod który powinni zadzwonić, aby otrzymać wsparcie. Jednak mam radę dla wszystkich, którzy przeżywają podobne kłopoty, aby organizowali się wcześniej. Nie rozumiem, dlaczego ci pracownicy czekali tak długo. Powinni się zebrać kilka tygodni temu, zorganizować spotkania, zaprosić kogoś ze związków zawodowych. Jeżeli doszłoby to takiego zaognienia sytuacji jak dzisiaj, to byliby na to przygotowani. Zadzwoniliby do „swojego człowieka” i dali tylko sygnał, że tak się stało. Wówczas nasz pracownik, znając sytuację od podszewki, mógłby skutecznie zadziałać. Odradzam takie działanie na „hurra” jak w tym przypadku – mówi Barnaba Dorda ze związków zawodowych SIPTU.

Jens Kucechenmeister, współwłaściciel spółki przyznaje, że w firmie są kłopoty.

- Owszem, mamy problemy z pracownikami, ale spotykamy się i próbujemy wyjaśnić te sprawy. Mogę zapewnić, że wszystkie osoby, które nie otrzymywały wynagrodzeń, będą miały je wyrównane – powiedział.

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  82 297  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Od 2005 roku, czyli właściwie początków boomu imigracyjnego w Irlandii, pracuję w różnych polskich gazetach w Dublinie. Cały czas na bieżąco śledzę życie Polonii. Zapraszam do zapoznania się z nim.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 82297

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl