Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 837 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

12-latek spalił dom – jest bezkarny

poniedziałek, 29 listopada 2010 16:58

 


 

Rodzina Olszowych została w tym co miała na sobie. Podpalacz jest bezkarny

 

Polska rodzina z dwójką dzieci i trzecim w drodze została w tym, co miała na sobie, gdy 20 października pożar strawił dom, który wynajmowali. 12-letni Irlandczyk, kolega z klasy syna poszkodowanej rodziny przyznał się do podpalenia domu. Dlaczego to zrobił? Prawdopodobnie dla kawału. Rodzina nie ma szans na odzyskanie odszkodowania za poniesione straty, a na podpalacza “nie ma paragrafu”.

Wizyta” kolegi

Damian Olszowy pracował na dziennej zmianie w fabryce żywności Green Isle Foods Portumna, gdy otrzymał telefon z informacją, że pali się wynajmowany przez jego rodzinę dom. Gdy jechał na miejsce, myślał tylko o tym, czy dzieci – 4- letnia Oliwia i 11-letni Olgierd, oraz żona w 6. miesiącu ciąży, są bezpieczni.

- Wiedziałem, że córka już wyszła z przedszkola, a syn skończył szkołę – czyli teoretycznie wszyscy byli w domu – wspomina.

W tym czasie jednak w domu był tylko syn państwa Olszowych. Matka wyszła z córką do sklepu.

- Olgierd był w “pokoju komputerowym”, a właściwie moim biurze (sprzedaję na Allegro i e-bay sprzęt elektroniczny, drobny zarobek, ale zawsze coś), grał w jakąś grę. Nagle usłyszał trzaśnięcie klapki od listów w drzwiach, wyjrzał przez okno i zobaczył biegnącego od naszego domu Karla, kolegę z klasy. Zszedł, aby zobaczyć, czy czegoś nie wrzucił, nic nie zobaczył i wrócił do swojej gry – relacjonuje Agnieszka Olszowy, żona Damiana (31 lat). - Biegnącego chłopca od naszego domu także widziała Magda (sąsiadka – przyjaciółka rodziny). Wróciła do swoich zajęć, bo też nie zauważyła niczego niepokojącego. Po pięciu minutach znowu popatrzyła na nasz dom (mamy taką umowę, że gdy jedna wyjeżdża, druga ma oko na dom), zobaczyła palące się drzwi od połowy w górę. Pobiegła do naszego domu, było otwarte okno od salonu, przez nie zawołała mojego syna. Olgierd, schodząc na dół, nie miał pojęcia, że drzwi palą się tak mocno od zewnątrz i je otworzył (cud że nic mu się nie stało). Ogień wdarł się do środka - od razu zapaliły się wiszące w przedpokoju kurtki i szafka na buty.

Olgierd próbował ugasić płomienie, nosząc z kuchni wodę w dzbanku, niestety pożar był już zbyt duży. Sąsiadka wyciągnęła Olgierda przez okno, a następnie zadzwoniła po straż pożarną i po panią Agnieszkę. Kobieta dotarła na miejsce równocześnie ze strażą pożarną. Oddała córkę pod opiekę sąsiadce, a synowi kazała schronić się w samochodzie. Po chwili dojechał Damian.

- Patrzyliśmy na nieudolne próby gaszenia (nie jesteśmy zadowoleni z przebiegu akcji), jednak nie mamy żalu, ponieważ byli dość szybko. Czegóż w końcu można wymagać od rzeźnika, piekarza i sprzedawcy w warzywniaku. Niestety, Portumna jest bardzo małym miasteczkiem i nie posiada państwowej straży pożarnej tylko ochotniczą – wzdycha 34-latek.

Miejsce przestępstwa

 

Po zakończonej akcji mężczyzna wezwał policję.

- Przekazaliśmy patrolowi informacje, które wcześniej zebraliśmy – mój syn znał podpalacza z imienia i nazwiska, Irlandczycy podali adres zamieszkania rodziny. Po dwóch dniach dowiedzieliśmy się, że chłopak przyznał się podczas przesłuchania Gardy. Około godziny18 straż odjechała, zostali tylko gardziści. Poinformowali nas, że nie dostaniemy się do domu, ponieważ jest to miejsce przestępstwa i trzeba czekać na jednostkę kryminalną, która zbada teren. Dom został „zaplombowany” – biało-czerwoną taśmą. Przez całą noc pilnowali go policjanci w samochodzie zaparkowanym nieopodal. Nie mieliśmy gdzie się podziać, na szczęście, „przygarnęli” nas sąsiedzi – następne trzy noce spędziliśmy właśnie u nich.

Następnego dnia dom został otwarty, by mógł go zobaczyć agent z ubezpieczalni. Wówczas rodzina nie zdawała sobie jeszcze sprawy, że ubezpieczenie właściciela domu nie obejmuje ich strat. Polacy stracili prawie wszystko, co znajdowało się w domu. To, co udało się uratować i tak nosi ślady tego wydarzania - zapachem lub różnymi uszkodzeniami, zabrudzeniami, których nie można się pozbyć. Wkrótce rozwiały się także nadzieje na uzyskanie zadośćuczynienia od rodziców podpalacza.

- Szukałem pomocy u prawników, jednak okazało się, że w prawie irlandzkim nie ma żadnego paragrafu na taką sytuację, tym samym nie ma na jakiej podstawie iść do sądu – wzdycha pani Agnieszka. - Oszacowaliśmy straty na około 20,000 euro (straty landlorda to 99,000). Rodzice podpalacza zaszczycili nas swoją obecnością dopiero po dwóch dniach, jednak nie zaoferowali żadnej pomocy tylko chcieli nas przeprosić. Po dwóch następnych spotkaniach jasno dali do zrozumienia że nie mają zamiaru w żaden sposób zrefundować naszych strat – ojciec chłopaka zaproponował nam udanie się do instytucji charytatywnych i poszukania tam pomocy.

Wszystko spłonęło


Olszowi poszukali nowego domu, jednak jak mówią, tylko tymczasowo, ponieważ jako pierwszy z brzegu, nie spełnia ich wymagań. Przestali już liczyć koszty tragedii - byli zmuszeni zakupić wszystko – od bielizny po pastę do zębów. W pracy pan Damian musiał wziąć urlop bezpłatny.

Bardziej bolesne są jednak straty moralne.

- Dla syna załatwiliśmy psychologa, ale córka jest mała i nie potrafi jeszcze mówić po angielsku – a codziennie w nocy kilka razy się budzi, jak również w dzień zdarza się, że płacze po zabawkach lub bajkach. Co z nienarodzonym dzieckiem? Czy stres, który przeżyła moja żona nie wpłynie negatywnie na dziecko? - pytają retorycznie. - Najgorsze jest to, że syn ciągle chodzi do klasy z tym małym podpalaczem. Dyrektorka szkoły powiedziała, że nic nie może zrobić, bo potrzebuje od sądu ewentualny nakaz na oddzielenie chłopców. Co gorsza, ponieważ mieszkamy prawie jak na wsi, jest tylko jedna klasa każdego rocznika, odseparowanie wiąże się z dowozem do innego miasta minimum 20 kilometrów.

Chłopak, który przyznał się do winy, jak mówi Olszowy, pochodzi z rodziny dobrze sytuowanej.

- Ojciec aktualnie jest managerem w Birmingham w jakiejś fabryce, matka nie wiem gdzie pracuje – wiem, że jest tutaj kimś w rodzaju męża stanu (mniej więcej takie uprawnienia jak notariusz w Polsce). Dziadek Karla od strony ojca, podobno jest jednym z najbogatszych ludzi w okolicy.
Los pogorzelców wzruszył lokalną społeczność.

- Jeszcze tego samego dnia, po pożarze, zadzwoniła do nas Irlandka, która zaproponowała nam nocleg w jej B&B. Oliwka poszła do przedszkola następnego dnia (dużo mieliśmy na głowie), przy odbiorze panie z przedszkola zrobiły zbiórkę i zakupiły jej kilka ciuchów, w szkole u syna to samo - dyrektorka kazała kupić mundurek na swój rachunek. Jeszcze w ten sam dzień dostaliśmy trochę odzieży od Polaków z Portumny. Później na pogorzelisku różne osoby przychodziły pomagać. Jakaś znajoma przeszła po okolicznych domach i zebrała ponad 100 euro (niby nic, ale zawsze coś). Dyrektorka przedszkola załatwiła dla żony też nowe rzeczy od właścicielki butiku w naszym miasteczku. Pewna firma wypożyczyła nam pościel (niestety już przychodzi czas do oddania – a własnej jeszcze nie widać) – mówi 34-latek.

Wzorowy przedszkolak

 

Rodzina Olszowych pochodzi z Chrzanowa (woj. małopolskie). Damian przyjechał do Irlandii jako pierwszy z rodziny, w 2007 roku. Kilka miesięcy później dołączyła do niego żona z dziećmi. On z wykształcenia jest geodetą, a ona magistrem resocjalizacji. Jak większość Polaków, przyjechali tutaj, by poprawić swój byt. Spodziewają się dziecka, które ma się urodzić w dniu świętego Patryka. Olgierd uczy się w irlandzkiej i polskiej szkole. Co niedziela Damian wozi go do oddalonego o 90 kilometrów Limerick na lekcje.

- Olgierd ma coraz więcej kolegów wśród Irlandczyków – jego ulubionym sportem jest hurling. Od tego roku jest ministrantem w kościele, jest tam taki ranking, Olgierd jak na razie jest najlepszy, np. w zeszłym tygodniu było spotkanie biskupów w Portumnie, msza odbyła się w środku tygodnia, proboszcz osobiście przyszedł do nas z prośbą, czy puścilibyśmy Olgierda aby służył na tej mszy – mówi dumny tata.

Oliwia uczęszcza do lokalnego przedszkola. Rodzice chcieli, by oswoiła się z placówką i językiem angielskim przed obowiązkowym pójściem do szkoły.

- Po burzliwych zeszłorocznych przejściach – w tym roku Oliwia stałą się wzorowym przedszkolakiem – uwielbia swoje panie i inne dzieci. Codziennie uczy się nowych słów po angielsku, jest ulubienicą wychowawczyń. Ona najbardziej przeżywa stratę domu – przynajmniej zewnętrznie – wzdycha Pani Agnieszka.

 

 

Rodzina Olszowych straciła prawie wszystko w pożarze domu, który wynajmowali (20 października tego roku). Małżeństwo z dwójką dzieci i trzecim w drodze przeżyli tragedię, która zostawi na zawsze ślad w ich psychice. W imieniu rodziny prosimy o wszelką pomoc. Osoby zainteresowane udzieleniem wsparcia proszone są o kontakt z Damianem Olszowy pod numerem telefonu 0872641216 lub e-mail: damianolszowy@interia.eu.

 

 


Podczas pisania artykułu autorka skontaktowała się z ojcem chłopca, który przyznał się do podpalenia domu wynajmowanego przez rodzinę Olszowych. Mężczyzna odmówił odpowiedzi na jakiekolwiek pytania.

 

 (Gazeta Polska, 11/2010)

 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Protest cd

niedziela, 28 listopada 2010 12:39


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Protest cd

niedziela, 28 listopada 2010 12:30


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Protest przeciwko wprowadzeniu cięciom budżetoym - Dublin 27/11/2010

niedziela, 28 listopada 2010 12:30

Hugh Van Damm przyjechał na prostest z Limerick. Napis pomógł mu wykonać kolega z Polski.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

BIBLARY-NEWSLETTER

wtorek, 23 listopada 2010 22:13

Od 1 grudnia 2010 Polska Biblioteka “Biblary” zmienia siedzibę. Nie martwcie się, gdyż znajdziecie nas bez najmniejszego problemu – nowy lokal znajduje się W TYM SAMYM BUDYNKU, 19 Talbot Street w Dublinie 1 (pierwszy dzwonek od góry), tylko na przeciwko starej siedziby (drzwi w drzwi). Naszym nowym gospodarzem będzie Polska Księgarnia SEN.

 

****

 

Przypominamy o terminowym oddawaniu książek. Zgodnie z punktem 4. regulaminu biblioteki:

 

Jednorazowo można wypożyczyć 3 książki na okres 2 tygodni.

 

W szczególnie uzasadnionych przyczynach można przedłużyć okres wypożyczenia.

 

O wypożyczeniu większej liczby książek decyduje bibliotekarz.

 

Czytelnik może prosić o zarezerwowanie potrzebnej mu pozycji.

 

Przeczytane książki powinny być natychmiast zwrócone do biblioteki.

 

Za niedotrzymanie terminu zwrotu wypożyczonych książek Biblioteka może naliczyć opłatę pieniężną w wysokości 1euro za każdy dzień ponad ustalony termin.”

 

Do tej pory stawialiśmy na wzajemne zaufanie i nie egzekwowaliśmy kar. Niestety, wielu niesolidnych czytelników przetrzymuje książki lub nie zwraca ich wcale. W związku z tym, w trosce o zapewnienie jak największej liczbie osób możliwie największej ilości książek, musimy zacząć pobierać kary.

 

***

Prosimy o aktualizowanie danych w naszej bazie. Jeżeli coś się zmieniło: zmieniliście adres, numer telefonu, wróciliście do Polski – zawiadomcie nas o tym, odpowiadając na ten e-mail.

 

***

Na prośbę właścicieli Polskiej Księgarni SEN podajemy informację:

Nowa Polska Księgarnia w Dublinie

 

Talbot Street 19, róg Gardiner Street, z widokiem na szpilę. Samo centrum Dublina w sąsiedztwie polskich sklepów i salonów fryzjerskich. Na pierwszym piętrze w kamienicy znalazła swój przytulny kąt Polska Księgarnia SEN. To kolejny znakomity pomysł nauczycieli z Polskiej Szkoły SEN w Dublinie.

-Kochamy czytać. Czytanie to nie tylko nasza pasja, ale i sposób na życie! – opowiada dyrektor szkoły SEN Tomasz Bastkowski – staramy się zaszczepić naszym podopiecznym miłość do literatury. Mamy szkolną bibliotekę, która jest oblegana także przez rodziców. Stąd był już tylko krok do księgarni. I oto jest!

Księgarnia SEN atakuje przede wszystkim cenami. Są najniższe w Dublinie! Czytelnicy będą zaskoczeni nowościami oraz bogatym wyborem pozycji dla dzieci i dorosłych. Za chwilę pojawią się polskie płyty i gry edukacyjne. W siedzibie księgarni swoje miejsce znalazła także polska biblioteka Biblary. Oznacza to, że książki można sobie i kupić i wypożyczyć. Wnętrze Księgarni jest miłe i przytulne. Każdy kto do niej zawita może liczyć na filiżankę kawy lub herbaty. Posłuchać polskiej muzyki i czytać... Księgarnia prowadzi także sprzedaż internetową na stronach www.ksiegarniasen.com lub www.polskaksiegarniawdublinie.com

- Sprowadzimy w ciągu tygodnia każdą książkę, czy płytę. Dostawa w Dublinie i najbliższych okolicach praktycznie gratis! Proszę nas sprawdzić! Otworzyliśmy księgarnię, żeby wspierać polską edukację i kulturę, reszta czyli wszystko zależy od czytelników – dodaje na zakończenie Bastkowski.

Polska Księgarnia SEN 19 Talbot Street,

godziny otwarcia: pn – sob 10.00 – 19.00, niedziela 11.00 – 18.00

www.księgarniasen.com, telefon: 0879525462


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  83 411  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Od 2005 roku, czyli właściwie początków boomu imigracyjnego w Irlandii, pracuję w różnych polskich gazetach w Dublinie. Cały czas na bieżąco śledzę życie Polonii. Zapraszam do zapoznania się z nim.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 83411

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl