Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 903 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Uzbrojony emeryt ranił Polaka

poniedziałek, 14 lutego 2011 22:08

Północ. Środek małej, irlandzkiej miejscowości. 82-letniego samotnie mieszkającego starca budzą podejrzane odgłosy dochodzące z tyłu domu. Mężczyzna wygląda przez okno i zauważa poruszającą się w ciemnościach postać. Chwyta strzelbę i oddaje jeden strzał w kierunku intruza. Celny. 24-letni Polak pada na ziemię, trafiony w nogę.


Do zdarzenia doszło na ulicy Wood Row przy Mill Street, w Birr, hrabstwo Offaly, tuż po północy, we poniedziałek 7 lutego. 82-letni emeryt, podejrzewając, że ten włamuje się do jego domu, postrzelił 24-letniego Przemysława Kmiecika. Jak mówią mieszkańcy Birr, Eamon Sutton, żyjący samotnie emeryt, przeprowadził się do centrum miasteczka ze wsi, ze względów bezpieczeństwa. Usłyszawszy podejrzane odgłosy zażywny staruszek chwycił legalnie posiadaną strzelbę i wyszedł na zewnątrz. Gdy zobaczył intruza, wystrzelił, raniąc go w prawą nogę.

Pięć minut po północy na posterunku policji rozbrzmiało wezwanie pod alarmowym numerem 999. Patrol przybył na miejsce zdarzenia w ciągu kilku minut. Jak podaje dziennik Irish Independent, policjanci znaleźli mężczyznę leżącego na ziemi. Ranny został zabrany do szpitala Turamole Regional Hiospital. W klinice przeprowadzono operację, a lekarze ocenili jego stan na stabilny.

Komisarz David Kavanagh, prowadzący śledztwo, apeluje do wszystkich, którzy zauważyli coś podejrzanego w okolicy Wood Row między godziną 23.30 a 00.05 w poniedziałek o kontakt z lokalnym posterunkiem policji lub numerem 057 9169710.

- Jest za wcześnie, by powiedzieć, co się działo na tyłach domu przy Wood Row. Musimy najpierw przesłuchać obie strony – powiedział.

Sąsiadka starszego pana, Catherine Hyden, powiedziała dziennikarzom, że około północy usłyszała strzał. “Nie wiem dokładnie, co to był za wystrzał i skąd dobiegł” – relacjonowała.

Ranny, 24-letni bezrobotny, przybył do Irlandii kilka lat temu. W Birr mieszkał z dwoma młodszymi braćmi, 21- i 19-letnim oraz innymi członkami rodziny. Pochodził z Maszowa, wsi położonej w województwie lubelskim. W Irlandii miał dziewczynę, 21-letnią Annę S. Jak donosi dziennik “Evening Herald” mężczyzna powiedział swojej rodzinie, która przyjechała do szpitala, że nie ma pojęcia, co się stało. Ojciec mężczyzny przekazał dziennikarzom, że Przemysław nic nie pamięta, ponieważ tamtej nocy pił ze znajomymi.

Policja na razie przesłuchuje strony. Nie wiadomo, czy Polak chciał włamać się do domu staruszka, czy po pijanemu zabłąkał się przypadkiem do jego ogródka, czy też okoliczności zdarzenia były jeszcze inne.

 

W ubiegłym roku irlandzki rząd wprowadził ustawę, zgodnie z którą właściciele posesji mają prawo bronić się przed intruzami, pod warunkiem, że można udowodnić, iż mieli oni zamiar dokonać przestępstwa. Ustawa uznaje specjalny status domostwa i prawo do jego ochrony. Nie oznacza to, że mieszkańcy domów mają bezwarunkowe pozwolenie na zabijanie włamywaczy. Po ewentualnym zdarzeniu sąd bada okoliczności i decyduje, czy przemoc była uzasadniona.

Ustawa została wprowadzona po burzliwej publicznej debacie, która rozgorzała po skazaniu na sześć lat więzienia rolnika, który w 2004 roku zastrzelił Cygana, który wdarł się na jego teren. Padraig Nally otrzymał wyrok za zabójstwo. Mężczyzna ostatecznie został uniewinniony po ponownym rozpoznaniu sprawy. Po incydencie rząd zwrócił się do Komisji Reformy Prawa o przeprowadzenie rewizji przepisów w tym zakresie.

W prawie polskim obrona konieczna przed bezprawnym zamachem (atakiem) nie jest przestępstwem. Nie każdy zamach na dobro własne lub innej osoby uprawnia jednak do podjęcia obrony. Podjęcie obrony koniecznej uzasadnia tylko zamach, który jest bezprawny, bezpośredni i rzeczywisty. Oznacza to, że musi on istnieć w rzeczywistości, a nie tylko w wyobraźni rzekomo napadniętego, a także stanowić bezpośrednie niebezpieczeństwo dla zagrożonego dobra. Nie oznacza to, że broniący się musi oczekiwać na zamach sprawcy, by móc powoływać się na działanie w ramach obrony koniecznej. Wystarczy, że z okoliczności sytuacji jednoznacznie wynika, iż napastnik przystępuje do ataku na dobro prawem chronione.

Gazeta Polska (02/2011)



Komentarze internautów

(londynek.net)

~ Wydawało mu się? Chyba mu się nie wydawało, chyba dobrze zrobił że strzelił – szkoda, że tylko w nogę, odechciało by się Polakowi włamywań/kradzieży i ogólnie robienia obory. Szkoda tylko, że teraz biedny emeryt pewnie pójdzie siedzieć

 

~ myślał, że wyciula dziadzia, a dziadzio wciulil mu kulkę... Jak na 82 lata to i tak dobre miał oko.........

 

~ I ROBIA NAM TACY REKLAME "POLAK TO ZLODZIEJ" NIC DODAC NIC UJAC.........

 

www.peoplesrepublicofcork.com

~ Im shocked and disgusted at this act. He should have shot the dirty bastard twice. (Jestem zszokowany i zdegustowany. Powinien postrzelić drania dwa razy)

 

~ Arm the Elderly. (Uzbroić staruszków)

~ Good for him. He was totally right to do it, the guy shouldn't have been prowling around in his garden. The situation over there with old people in rural areas being beaten and stuff is known over here, and he probably was afraid of that. I think everyone should have a shotgun, people would be less likely to chance their arm at breaking and entering peoples homes. Oh, and beating them too. This old man is a superstar. (Dobrze zrobił. Facet nie powinien grasować po jego ogrodzie. Znanych jest wiele przypadków napadów na starszych ludzi i ten prawdopodobnie się tego obawiał. Moim zdaniem każdy powinien posiadać strzelbę, wtedy byłoby mniej napadów na ludzi w ich własnych domach. Także pobić. Ten stary człowiek jest supergwiazdą.)




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Malaria w Republice Panamy

poniedziałek, 07 lutego 2011 13:53

 

Wraz z pierwszym dzieckiem dojrzewał w niej pomysł napisania pierwszej książki. Gdy jej córeczka pojawiła się na świecie, spacerując z wózkiem obmyślała zawiłe intrygi i powoli nadawała kształt powieści. Tak powstał “Złoty cielec”. Urszula Kupis od 2006 roku z przerwami mieszka w Irlandii, oprócz pisania zajmuje się malarstwem.


Aneta KUBAS: Jak zaczęło się Twoje pisanie, czy podobnie jak wielu literatów, zaczynałaś od prób wierszy i opowiadań?

Urszula KUPIS: Tak, ale przede wszystkim bardzo dużo czytałam. Już po liceum ogólnokształcącym zaczęłam pracować w księgarni. Później rozpoczęłam studia socjologiczne na Uniwersytecie Rzeszowskim (pochodzę w Końskich pod Kielcami) i tam, na trzecim roku założyłam organizację artystyczną Miraż. Jednak już w trakcie nauki przymierzałam się do wyjazdu do Irlandii (mój narzeczony wyjechał na 5. roku), dlatego po dyplomie pracowałam w różnych pizzeriach. Chciałam zdobyć doświadczenie, które byłoby użyteczne za granicą.

A.K.: I przydało się?

U.K.: W sumie, nie. Do Irlandii przyjechałam pierwszy raz w 2006 roku. Nie odnalazłam się tu jednak, wróciłam do Polski, próbowałam tam znaleźć sobie miejsce. W międzyczasie zaszłam w ciążę. Z brzuchem pracowałam jako kelnerka. W ósmym miesiącu jednak musiałam odejść z pracy. Jestem osobą aktywną i siedzenie w domu mnie męczyło. Wtedy zaczął mi kiełkować pomysł napisania książki. Kiedy moja córeczka miała trzy miesiące, przyjechałam do Irlandii. Wtedy nie było tutaj jeszcze dostępu do polskich książek. Pomyślałam sobie więc, że sama napiszę książkę, jaką chciałabym przeczytać. I tak zrobiłam.

A.K.: Ile zajęła praca na “Złotym cielcem”?

U.K.: Około roku. Pisałam podczas spaceru z córką, gdy mała spała w wózku i nocami.

A.K.: Skąd wziął się pomysł na osadzenie akcji w realiach XIX wieku, w Panamie?

U.K.: Od dawna prześladowała mnie pewna myśl, wątek filozoficzno-światopoglądowo-religijny. Umieszczam ją w książce na dwieście którejś stronie, dlatego nie chcę jej teraz zdradzać. Nie miałam jednak dla niej formy przekazu. Pewnego dnia przeczytałam w gazecie reportaż o budowie Kanału Panamskiego i epidemii dżumy, która dziesiątkowała robotników i inżynierów. Bardzo mnie ten temat zainteresował. Okazał się idealnym tłem dla mojej myśli. Zaczęłam dowiadywać się więcej na temat historii budowy, epoki. I tak powstawała książka.

A.K.: W Irlandii musiało to być trudne. Byłaś odcięta od literatury, materiałów... Jak zdobywałaś wiedzę na ten temat?

U.K.: Sprowadzałam książki, siostra robiła dla mnie ksera. Rzetelność historyczna była dla mnie bardzo ważna.

A.K.: Pisałaś od razu z myślą o wydaniu “Złotego cielca”?

A.K.: Gdy miałam gotowych około stu stron, postanowiłam, że spróbuję wydać tę książkę. Kiedy ją ukończyłam, rozpoczęłam żmudne poszukiwania wydawcy. Okazuje się, że w Polsce wypuszczanych na rynek jest mnóstwo książek – około sześćdziesięciu dziennie. Istnieje około stu wydawnictw. Ale ja byłam zacięta. Szukałam adresów, czytałam w Internecie na temat procesu publikowania książek, pisałam maile do wydawnictw. Wiele osób odradzało mi to, twierdząc że na pewno się nie przebiję, że firmy są zalewane listami od takich debiutantów, jak ja. Ale ja się uparłam. I po napisaniu do około 15, czy 20 wydawnictw otrzymałam pozytywną odpowiedź. Odezwała się mała, początkująca firma Novae Res z Gdyni. Wtedy mieli na swoim koncie tylko kilka pozycji. Zastrzegli od razu, że nie będą promowali mojej książki, że będzie można ją kupić tylko przez Internet. Zgodziłam się na te warunki i tak doczekałam się swojego debiutu literackiego.

A.K.: Czy po wydaniu książki zaczęłaś pracować nad czymś nowym, czy na razie czujesz się wystarczająco spełniona artystycznie?

U.K.: Piszę teraz opowiadanie i mam zaczątek drugiej książki. Tym razem osadzę akcję na Ukrainie, po II Wojnie Światowej. Jednak na razie jednak prace nad tą pozycją mocno utknęły, bo zajęłam się malarstwem. To moja druga wielka pasja. Już w dzieciństwie bardzo lubiłam malować. Razem ze starszą siostrą bawiłyśmy się w rysowanie – która ładniej coś namaluje. Ona to zarzuciła, zajmując się rodziną, którą założyła, a ja to hobby pielęgnuję. Zaczęło się zatem od dziecinnych rysunków, a jako nastolatka projektowałam tatuaże. Niestety, nie było mnie stać na szkołę plastyczną, dlatego do zainteresowania wróciłam na studiach, kiedy mogłam sobie na więcej pozwolić. Szlifowaniem warsztatu i poznawaniem technik zajęłam się w 2009 roku. Wtedy zaczęłam malować obrazy. Wykonałam ich do tej pory około 70. Znowu, dzięki zaciętości i uporowi, udało mi się zrobić coś konkretnego w tej dziedzinie. Swoje prace sprzedaję, jest sporo zainteresowanych. Maluję portrety na zamówienie i pejzaże. Dla siebie tworzę natomiast surrealistyczne wizje.

A.K.: Jak reklamujesz i sprzedajesz swoje obrazy?

U.K.: Reklamuję się przez Internet, rozdaję ulotki. Wystawiam się na jarmarkach, różnych targach. W ubiegłym roku wywiesiłam swoje prace podczas targów artystycznych, w parku St Stephens Green. Niestety, wtedy poniosłam porażkę. Przez trzy dni mokłam i marzłam, i nie sprzedałam ani jednego obrazu. Ta porażka dała mi jednak kopa do jeszcze cięższej pracy. Postanowiłam podnieść poziom i nad tym cały czas pracuję.

A.K.: Kto najczęściej kupuje Twoje prace?

U.K.: Głównie Polacy – są zainteresowani portretami, wielu zamawia takie obrazy na prezent. Wykonuję je z natury lub ze zdjęcia. Irlandczycy natomiast lubią pejzaże.

A.K.: Czy artyście w Irlandii łatwo jest wyżyć ze sztuki?

U.K.: Jeszcze nie sprzedaję tyle, żeby móc z tego żyć. Ale cóż, artyści najczęściej klepali biedę (śmiech). Jednak chcę się tylko tym zajmować. Mam nadzieję, że sytuacja nie zmusi mnie do tego, żeby zrezygnować.

A.K.: Gdzie malujesz, masz swoją pracownię?

U.K.: Maluję w domu, głównie nocami.

A.K.: Jakie masz jeszcze zainteresowania, oprócz literatury i malarstwa?

U.K.: Przede wszystkim jest to historia. Interesuje mnie XIX wiek – odkrycia, postęp w medycynie, technice. Ludzie, którzy wtedy się przebijali ze swoimi teoriami, są dla mnie inspiracją.

 

Złoty Cielec”, Novae Res, Gdynia 2009

Rok 1885. Trwa budowa Kanału Panamskiego, malaria dziesiątkuje robotników, nikt już nie wierzy w powodzenie przedsięwzięcia. Francuski Zarząd Kompanii Kanału Międzyoceanicznego przeżywa kryzys.

Vincent Sturbruck pracuje dla wysoko postawionych ludzi Zarządu. Nie szuka poklasku. Robi swoje. Wątpliwości w sens „kariery” nasuwają się, kiedy wchodzi w posiadanie zapisków „Kapitana” – człowieka, na którego wydano wyrok śmierci. Czemu zleceniodawcom zabójstwa zależało na milczeniu mężczyzny? Co jest powodem wydarzeń rozgrywających się chwilę później? Okazuje się, że znalezione materiały nie tylko rzucają nowe światło na problemy Kompanii, ale dotyczą, dziwnym zbiegiem okoliczności, samego Vincenta, a zagadkowa teoria głosi możliwość życia przez stulecia. Znalezione dowody skłaniają Sturbrucka do opuszczenia kontynentu. Udaje się w podróż do Europy, by poznać prawdę o sobie i swojej rodzinie.

Ponad sto lat później Sloms zu Cümmal, tajemniczy samotnik, człowiek sukcesu, właściciel świetnie prosperującej firmy dewocjonalnej, dowiaduje się o zaginięciu jednego z kontrowersyjnych produktów. Równocześnie do siostrzenicy prezesa przychodzi dziwna paczka z wieloma starymi stemplami. Babcia dziewczyny snuje opowieść o rodzinie i tajemnicy niewyjaśnionej do dziś, związanej z ludźmi zwanymi „Kapitanami”.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziewczynka za telefon

wtorek, 01 lutego 2011 11:31

 

Już 12-letnie dziewczynki zajmują się w Irlandii prostytucją. Oferują seks mężczyznom w zamian za telefon komórkowy, czy nowe buty. Pracownicy socjalni z Tallaght (Dublin 24) znają “gang” 10 – 12 dziewczynek, które okupują lokalne centrum handlowe.

Policjanci z rejonu Tallaght potwierdzają, że znane są im dziewczyny w wieku 13 – 16 lat, które oddają się za drobne upominki. Pojawiały się także zgłoszenia o mężczyznach, którzy oferowali nastolatkom telefony komórkowe w zamian za możliwość zrobienia im zdjęć. Zdarzają się także sytuacje, kiedy rówieśnicy dziewczynek pełnią rolę alfonsów, zachęcając je do oddawania się starszym mężczyznom.

Informacje te zostały ujęte w raporcie przygotowanym przez Tallaght Drugs Task Force, lokalną organizację zwalczającą narkomanię.

Jedna z dziewczyn znana jest z tego, że wymienia seks za upominki, na przykład nowe buty. Można ją spotkać w Phoenix Parku. Pojawiły się także informacje o 12-14-latkach sprzedających się za pieniądze, które były im potrzebne na narkotyki” - czytamy w raporcie.

Na terenie Dublina 24 pracuje około 106 prostytutek. Średnia ich wieku to tuż po trzydziestce, a przeciętny “staż” to dziewięć lat. Cztery z prostytutek zaczęły pracować, gdy miały mniej niż 18 lat. Pracownicy socjalni nie dotarli do młodszych prostytutek, ale z informacji z policji oraz lokalnych mieszkańców wiedzą, że nie brakuje 12-14-latek uprawiających nierząd.

W parze z “pracą na ulicy” idą najczęściej narkotyki. Połowa z prostytutek jest uzależniona. Dwie z nich zaczęły zażywać kokainę, zanim osiągnęły 16 lat. Siedemdziesiąt z nich jest Irlandkami, 33 pochodzi zza granicy (głównie ze Wschodniej Europy, Ameryki Południowej, Chin i Afryki). Cztery z nich na pewno zostały do Irlandii sprzedane.

Z badań wynika, że średnia wieku pierwszego zetknięcia się z prostytucją wynosi 19 lat (między 13 a 34), z narkotykami zaś 13 (7 - 39 lat). Większość osób jako powód podaje potrzebę zarobienia pieniędzy.

Realistycznie patrząc na problem, niemożliwe jest, szczególnie w czasach trudności gospodarczych i wysokiego poziomu bezrobocia, że prostytucja zniknie. Jeżeli młoda dziewczyna może zarobić codziennie duże sumy, nawet po podzieleniu się ze swoim stręczycielem, na pewno nie pójdzie do średnio opłacanej pracy. Nie możemy niestety zapewnić wszystkim dziewczynkom spokojnego, sytego domu. Możemy jedynie starać się im zapewnić możliwość ucieczki od pracy na ulicy” - mówi Mark Moole, socjolog.

Autorzy raportu podkreślają, że w Południowym Dublinie powinny zostać powołane struktury wspierające kobiety zaangażowane w prostytucję.

Mamy nadzieję, że te badania pozwolą ocenić potrzebę wprowadzenia programu pomocy dla ofiar prostytucji. Próbowaliśmy radzić sobie z tym problemem przez siedem lat” mówi Grace Hill, koordynator Tallaght Drugs Task Force.

Jak donosi dziennik Evening Herald, irlandzki rząd rozważa wprowadzenie przepisów zabraniających kupowania usług seksualnych. Obecnie taki zakaz obowiązuje w Szwecji.

Od wprowadzenia tam zakazu, w 1996 roku, ustabilizował się i nie wzrasta poziom handlu ludźmi i prostytucji. Tutaj w Irlandii od lat lobbujemy za tym samym” - mówi Geraldine Rowley, z organizacji Ruhama, która pomaga ofiarom prostytucji.

W Irlandii co rusz ujawniane są przestępstwa pedofilii. Trzy lata temu krajem wstrząsnęło ujawnienie raportu w sprawie wykorzystywania dzieci w katolickich szkołach. Tydzień temu w Dublinie odbył się proces 65-letniego byłego pracownika banku centralnego, który został oskarżony o to, że przez 10 lat ściągał i rozpowszechniał dziecięcą pornografię. W domu Raphaela F. Policja znalazła 10,000 zdjęć i nagrań dziecięcej pornografii oraz 760,000 pedofilskich plików na CD, DVD i różnych dyskach. Wyrok w sprawie ma zapaść 7 lutego.

(Gazeta Polska, 01/2011)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Irlandczycy wyjeżdżają za chlebem

wtorek, 01 lutego 2011 11:29

 

Ponad tysiąc osób tygodniowo jest zmuszonych do opuszczenia Irlandii w poszukiwaniu pracy. Poziom kryzysu emigracyjnego – największego w nowoczesnej historii państwa – został przedstawiony w nowym raporcie Instytutu Badań Gospodarczych i Społecznych (Economic and Social Research Institute) na temat sytuacji ekonomicznej kraju.

Liczba wyjeżdżających z Zielonej Wyspy, do kwietnia 2012 ma wynieść około 100,000. Przewiduje się, że dalsze 40,000 wyemigruje przez kolejny rok (odpowiednik miasta wielkości Galway). Dla porównania, w szczytowym momencie poprzedniej recesji (po roku 1989) wyjechało 44,000 ludzi. Wszystko przez utrzymujące się spowolnienie gospodarcze oraz poziom bezrobocia – trzeci najwyższy w Europie.

Młodzi bez pracy

Cormac O'Sullivan z ESRI powiedział:

- Jeżeli te przewidywania się sprawdzą, będzie to największa emigracja w najnowszej historii Irlandii.

Tak naprawdę, jak donosi dziennik Irish Times, liczba wyjeżdżających jest jeszcze większa, jednak trwa nadal imigracja. Badanie ESRI podaje tylko, jak zmienia się populacja.

Dzięki dużej liczbie opuszczających kraj, poprawiła się ostatnio nieco sytuacja na rynku pracy. Liczba zarejestrowanych w Live Register spadła od sierpnia 2010 o 30,000 – do 437,000. Jednak to głównie skutek emigracji. Największy spadek odnotowano w grupie wiekowej do 25 lat, a to właśnie „młodzi dorośli” najczęściej wyjeżdżają.

Przewiduje się, że w tym roku poziom bezrobocia wyniesie w Irlandii 13,5 procenta. Już teraz najbardziej dotyka ono osób między 15. a 19. rokiem życia (ponad jedna trzecia osób bez zatrudnienia) i 20-24-latków (jedna czwarta).

”Słaba kondycja irlandzkiego rynku pracy dla młodych ludzi doprowadziła do powrotu emigracji. Według naszych przewidywań ta tendencja się utrzyma” - czytamy w raporcie.

Ekonomista ESRI, Alan Barett, nie precyzuje, jaki procent z wyjeżdżających stanowią obcokrajowcy, którzy wracają do swoich ojczyzn.

Dziennikarze Irish Independent przeprowadzili własne badania, z których wynika, że prawie 46,000 Irlandczyków wyjechało w ubiegłym roku głównie do pięciu krajów. Prawie 24,000 obrało za cel Australię. 3,5 tysiąca wyemigrowało do Kanady; 4,5 tys. do Nowej Zelandii, a ponad 1,700 do Ameryki. 600 osób zdecydowało się poszukać szczęścia w Niemczech. W ubiegłym roku 11,000 Irlandczyków mogło wyjechać do Anglii. Z danych opublikowanych przez angielski rząd 5,5 tysiąca Irlandczyków wystąpiło o numer ubezpieczenia w ciągu sześciu miesięcy ubiegłego roku.

Kanada chętniej przyjmuje

Peter Hammond, dyrektor London Irish Centre w Camden, powiedział w ubiegłym tygodniu, że większość Irlandczyków przyjeżdżających do Anglii to dwudziestokilkulatkowie.

- Większość pozostałych grup narodowościowych emigruje do Wielkiej Brytanii całymi rodzinami, a Irlandczycy przyjeżdżają dwójkami i trójkami. Bardzo niewielu z nich to osoby w średnim wieku.

Kanada ostatnio rozluźniła przepisy imigracyjne dla Irlandii, zwiększając limit wydawanych wiz rocznych dla pracowników turystycznych o tysiąc oraz pozwalając Irlandczykom na występowanie o kolejną wizę po upływie 12 miesięcy. W ubiegłym roku wydano 4,000 pozwoleń plus dodatkowe, z puli przeznaczonej dla państw, które nie wykorzystały swoich limitów.

Większość Irlandczyków wyjeżdżających do Kanady obiera za cel Toronto.

- To największe miasto, jest tu więcej miejsc pracy i więcej możliwości - powiedziała Marguerite Bourke z Enterprise Ireland w Toronto.

Zdaniem BBC, prawie połowa osób, które opuściły Irlandię między kwietniem 2009 a kwietniem 2010, stanowili mieszkańcy Europy Wschodniej, którzy powrócili do swoich krajów. Teraz kraj opuszczają natomiast głównie Irlandczycy.

My zawsze mieliśmy kulturę emigracji” - powiedział Jamie Smyth, korespondent do spraw społecznych Irish Times, odnosząc się do Głodu Ziemniaczanego z 1840 roku, kiedy populacja Irlandii zmniejszyła się o 20 procent (milion osób zmarło i drugie tyle wyjechało).

Kto mógł, wyjechał

Claire Weir, która ma 25 lat i właśnie skończyła studia fotograficzne, w ciągu jednego weekendu spakowała się i wyjechała do Londynu. Sypia na kanapie u koleżanki i szuka pracy na pół etatu w supermarkecie lub pubie, aby mieć z czego opłacić rachunki. W międzyczasie ma zamiar szukać pracy w zawodzie.

- Chcę po prostu znaleźć jakieś zajęcie, potrzebuję jakiegoś dopływu gotówki, nie mogę żyć powietrzem – deklaruje w rozmowie z dziennikarzem BBC.

Claire na studiach często fotografowała “domy duchów”, czyli niezamieszkane przez nikogo nowe nieruchomości, które straszą w Irlandii.

- Każdy, kto ma możliwość, wyjeżdża. Pochodzę ze wsi na terenie hrabstwa Meath i u nas było tylko kilkoro absolwentów. Czworo z moich najbliższych przyjaciół wyjechało, reszta jest w związkach lub jeszcze się uczy i tylko dlatego zostali - mówi 25-latka.

Jak wyjaśnia Mary Corcoran, profesor socjologii na National University of Ireland w Maynooth, lata boomu gospodarczego Irlandii były wyjątkiem, ale prawie we wszystkich dekadach irlandzkiej państwowości (od 1919 roku), emigracja była sposobem na przeżycie.

Emigracja osiągnęła swoje apogeum w latach 50-tych ubiegłego stulecia, kiedy to wyjechało 50,000 osób. W latach 80-tych kraj opuszczało rocznie 35,000 mieszkańców.

- Do tego okresu porównywana jest dzisiejsza sytuacja. Ludzie pamiętają lotniska w okresie bożonarodzeniowym, pełne emigrantów powracających do domu i fale wyjazdów w styczniu - mówi naukowiec.

Emigrant na poziomie

Irlandczycy za cel wyjazdów obierają najczęściej Wielką Brytanię i Amerykę.

- Gdy mówimy o emigracji, mamy na myśli biedne statki pełne ludzi, którzy przybywali do Kilburn (dzielnica Londynu – przyp. aut.) w latach 70-tych, by zapić się na śmierć. Jednak charakter emigracji się zmienił. Irlandczycy są dziś lepiej wyedukowani – prawie połowa 25-34-latków posiada wyższe wykształcenie (to druga najwyższa liczba w Unii Europejskiej) – informuje prof. Corcoran.

Dzisiejsi emigranci liczą raczej na szczęście w branży IT, czy biznesie, niż na budowach. Zdaniem Mary Corcoran, wykształceni Irlandczycy rzeczywiście stosunkowo łatwo znajdują pracę w sektorze IT. Jednak już na budowach, z których kiedyś wyparli Brytyjczyków, teraz zostali zastąpieni przez pracowników z Europy Wschodniej.

Obecna emigracja Irlandczyków jest, zdaniem profesor, łatwiejsza. Przede wszystkim, ze względu na ułatwioną łączność z krajem i bliskimi (Internet, tanie linie lotnicze), ale także na wyraźnie mniejszą wrogość autochtonów. Warto wiedzieć, że Wielka Brytania była kiedyś synonimem nienawiści wobec irlandzkich pracowników – na drzwiach B&B można było spotkać powszechnie wywieszki: "No Blacks, No Dogs, No Irish" (“Zakaz wstępu czarnym, psom i Irlandczykom”). Nowa fala emigrantów, to ludzie pewni siebie, dzięki latom boomu gospodarczego. Poza tym pojawił się nowy kozioł ofiarny, stworzony dzięki działaniom radykalnych grup islamistycznych.

Poeta Eavan Boland, który przeprowadził się do Anglii w latach 50-tych ubiegłego stulecia ma nadzieję, że pomimo historycznego bagażu, nowa fala imigrantów nie spotka się z niechęcią, tak powszechną w przeszłości.

- Anglia już nie jest antyirlandzka. W tamtych latach Irlandia widziana była jako nielojalna, przez to, ze zachowała neutralność w II Wojnie Światowej. Była katolicka. Teraz wszyscy jesteśmy Europejczykami, mamy takie same paszporty i prawo do swobodnego przemieszczania się – mówi.

(Gazeta Polska, 01/2011)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  82 314  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

O moim bloogu

Od 2005 roku, czyli właściwie początków boomu imigracyjnego w Irlandii, pracuję w różnych polskich gazetach w Dublinie. Cały czas na bieżąco śledzę życie Polonii. Zapraszam do zapoznania się z nim.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 82314

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl