Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 903 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Złodziej w sutannie

piątek, 22 kwietnia 2011 10:10

W sklepie z odzieżą panuje wyprzedaż. Chaos, ścisk. Biorę z wieszaka sweterek, przewieszam przez przedramię, spaceruję między półkami, a w międzyczasie sweter zakrywam kurtką. Serce mi podchodzi do gardła, ale założyłam się – ukradnę. I wychodzę – jestem złodziejką. Czuję do siebie obrzydzenie, ale zarazem jakiś triumf – udało się, nikt mnie nie zatrzymał. To naprawdę takie łatwe?

Szycie” po sklepach

Tak swoją pierwszą kradzież opisuje Kamila, 24-latka z Bray pod Dublinem. Założyła się z koleżankami, że to zrobi. One „szyją” po sklepach już od dawna. Mogą mieć właściwie wszystko, czego chcą.

- Laski, które oddają się za prezenty, tak zwane „galerianki”, to luzerki. Po co puszczać się dla pary butów, czy perfum. Można sobie to bez problemu ukraść samej – mówi. - Ja robię tak: kupuję jakąś rzecz w sklepie, a potem jeszcze spaceruję między półkami i łąduję do firmowej torby co się da.

W Irlandii działa największa ilość złodziei sklepowych na jednego mieszkańca – w porównaniu z innymi krajami europejskimi.

Ich liczba wzrosła szczególnie w ciągu ostatnich trzech lat. Przyczyną jest przede wszystkim ciężka sytuacja ekonomiczna wielu osób. Dlaczego, skoro mam gorzej, mam kupować rzeczy, które <spadły z przyczepy cieżarówki>” - myślą sobie” - mówi profesor Joshua Bamfield z Centrum Badań Handlowych. „Powodem jest też poczucie, że muszą zadbać o siebie sami, bo nikt inny im nie pomoże.”

Kradnie się na potęgę. Lepkie ręce mają już trzyletnie dzieci, a także nastolatkowie, ludzie w wieku średnim i starcy.

- Moje dziecko kradnie w sklepach batoniki i chipsy, kiedy nie widzę. Ma trzy lata, a już wie, że to co robi jest zakazane. Pokazuje mi po wyjsciu ze sklepu, co wyniosła. Nie wiem, jak i kiedy ona to robi – mówi Joanna, 30-letnia matka trójki dzieci z Droghedy.

Mali złodzieje to prawdziwa zmora sprzedawców.

- Często wchodzą do sklepu całą bandą, robią zamieszanie. Dwóch o coś pyta, a trzech kradnie – mówi ochroniarz z jednego z dublińskich sklepów.

Pierwszy ukradziony batonik

W Irlandii fakt, że 5-latek mógł coś ukraść nie budzi sensacji. Na łamy gazet trafiła natomiast historia chłopca, który został niesłusznie posądzony o kradzież paczki chipsów. 5-latek został zatrzymany przez pracownika sieci Lidl. Jako odszkodowanie za straty moralne otrzymał 7,500 tysiąca euro.

Po 10,000 euro zostało zasądzone z kolei na rzecz dwóch nastolatek, które zostały niesłusznie zatrzymane przez ochronę sklepu Miss Selfridge na terenie Jervice Centre przy henry Street w Dublinie. Shauna Fox i Casey Gannon miały po 13 lat, gdy zostały posądzone o kradzież. Okazało się, że alarm w drzwiach sklepowych został uruchomiony przez urządzenie zabezpieczające na kupionej przez jedną z dziewcząt kurtce. Sprzedawczyni zaniedbała jego usunięcie.

Dobra przywłaszczają sobie zarówno osoby biedne, jak i zamożne. Nie brakuje ludzi, którzy mimo iż stać ich na zakup, wolą sobie wziąć. Kradną dla przygody, dreszczyku emocji, zabicia czasu.

- Sama widziałam, jak w drogerii elegancka kobieta schowała zręcznym ruchem olejek do opalania do torby i wyszła jak gdyby nigdy nic. Nie wygladałą na taką, której nie stać na krem za kilkanaście euro – mówi Kamila Paszkowska z Dublina.

Jednak to nie tylko osoby z zewnątrz są plagą właścicieli sklepów. Okazuje się, że niemal tyle samo wynoszą pracownicy. Co roku w Irlandii giną w ten sposób towary warte 167 milionów euro – to znowu najwięcej w Europie. Centre for Retail Research wziął pod lupę 21 handlowców – w sumie 358 sklepów. Okazało się, że pracownicy składów byli winni 36,8% utraty mienia. O ile złodzieje przyczynili się do strat na 184 miliony euro, to zatrudnieni 167. W innych krajach europejskich złodzieje średnio kradli 20-krotnie więcej niż personel.

Handel to sektor, w którym pracownicy nie są zadowoleni – to ciężka i niewdzięczna praca za małe pieniądze” - powiedział Rowan Manahan, managing director w firmie konsultacyjnej Fortify Services - “Ludzie w Irlandii nie zawsze są uprzejmi dla sprzedawców”.

Jednak palmę pierwszeństwa na kontynencie pod względem odsetka kradzieży popełnianych przez pracowników dzierży Polska. Jest to 35,1 proc. wartości wszystkich kradzieży. W 2007 handlowcy w Polsce stracili w ten sposób ponad 4,4 mld zł. Straty rosną w kraju nad Wisłą o 1,4 do 2 proc. rocznie.

Ekskluzywny złodziej

Z kradzieżami najtrudniej walczyć w super- i hipermarketach. Takie sklepy najwięcej tracą na zjadanych przez klientów produktach.

- Coraz lepiej radzimy sobie z kradzieżami, a każdy nowy przypadek pozwala na usprawnienie systemu – mówi Przemysław Skory, rzecznik Tesco Polska.

Odsetek irlandzkich sprzedawców, którzy padli ofiarą kradzieży wzrósł w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 40 procent. Zdaniem irlandzkiej policji przyczyzną jest recesja i wzrost bezrobocia.

Joshua Bamfield, dyrektor Centre for Retail Research i autor badań, powiedział: “Ludzie kradną obecnie więcej artykułów gospodarstwa domowego i żywności, jak chleb, czy ser. Handlowcy przyłapują osoby, które nigdy wcześniej niczego sobie nie przywłaszyły, generalnie w starszym wieku i lepiej ubrane, niż kiedyś. Złodzieje ewidentnie kradną też to, na co jest popyt – produkty drogie i łatwe do upłynnienia, jak nożyki do golenia, książki elektroniczne, perfumy, alkohol.

Muzyka jest obecnie tania, dlatego koncentrują się na zestawach płyt DVD i Blu-ray z nagraniami seriali telewizyjnych. Tych rzeczy ginie więcej w okolicach świąt” - informuje.

Zdaniem Torlach Denihan, dyrektor Retail Ireland, kradzieże sklepowe są częścią szerszego zjawiska – wzrostu ilości drobnych przestęstw w czasach recesji.

Firma Tesco Ireland zaczęła chronić swoje towary, zabezpieczając pakowane mięso i ser specjalnymi urządzeniami, podobnymi do tych używanych do chronienia alkoholu czy odzieży. Takie urządzenia są sklepach Tesco Express na Dolphin’s Barn, Talbot Street i Parnell Street w Dublinie.

Pod sutanną i w wózku

Co ciekawe, w Irlandii utrzymuje się na rekorodowo niskim poziomie okradanie ludzi. Takich incydentów zdarza się obecnie 57 na 100,000 osób. Dla porównania, średnia w USA wynosi 1,302 na 100,000, a w Nowej Zelandii aż 3,110.

Sposobów na wynoszenie towarów jest niezliczona ilość. Pomysłowość złodziejaszków ciągle zaskakuje ochroniarzy. W Dublinie złodzieja, który grasował w przebraniu księdza. Sutanna nie tylko budziła zaufanie i usypiała czujność strażników, ale także pozwalała wygodnie chować „fanty”.
Obfite spódnice wykorzystują do kradzieży także Cyganki.

- Widziałam w „charity shopie” jak chowały w fałdy buty i ubrania. Kto by śmiał je zatrzymać? - zastanawia się Mariola Kupis z Wicklow, właścicielka sklepu z polską żywnością. - U mnie w sklepie pojawili się kiedyś Rumuni z kolei. Ubrani byli w luźne spodnie, do których napakowali kiełbasy. Scena żywcem z serialu komediowego „Allo, allo”. Ale mi do śmiechu nie było.

Ochrona w supermarketach ma wyraźny przykaz zwracania uwagi na kobiety z wózkami. Dziecięce wózki to częsty kamuflaż złodziei. Podobnie, jak sutanna – budzą zaufanie i z łatwością można w nich wywieźć trefny towar. Z wózkiem – jednak tym sklepowym - uciec chciał złodziejaszek z centrum handlowego w dublińskiej dzielnicy Crumlin.

- Wyszedł ze sklepu z koszem wyładowanym jedzeniem i zaczął uciekać przez parking. Ochrona bez problemu go dogoniła. Już po chwili na miejscu była policja – relacjonuje Ronan Tracey, pracownik supermarketu.

Na co dzień i od święta

Plaga kradzieży narasta przed świętami. W czasie ostatniego Bożego Narodzenia zginęły towary warte 40 milionów euro – podaje grupa biznesowa Isme. Organizacja ostrzega handlowców, by przed zbliżajacą się Wielkanocą wzmogli czujność, gdyż są narażeni na straty dwukrotnie wyższe niż zwykle. Można się spodziewać, że problem dotknie połowy placówek handlowych w całym kraju.

Fakt, że ginie alkohol, żywność, elektronika, czy kosmetyki powodują koszty rzędu 200 milionó euro, nie licząc wydatków na ochronę. Zdaniem Isme, konsumenci płacą o 3% więcej za towary, ze względu na kradzieże.

Nic dziwnego, że złodziejaszkowie uważają okres świąteczny za świetną okazję. W sklepach są tłumy, więcej towaru na półkach, więcej pracowników czasowych, którzy nie mają doświadczenia w rozpoznawaniu przestępców” - mówi prezes stwoarzyszenia Mark Fielding.

Za kradzież w sklepie, w zależności od tego, z jakiego paragrafu będzie ścigana, grozi 2,5 euro grzywny i/lub do dwóch lat więzienia albo do 10 lat pozbawienia wolności.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Osierociła 2-dniową Alicję

piątek, 08 kwietnia 2011 10:46


Dwa dni po porodzie zmarła w Dublinie 33-letnia Polka. Osierociła maleńką Alicję i 10-letniego Mikołaja. Mąż zmarłej, Jacek, nie został jednak sam. Pomagają mu koledzy z polskiego klubu motocykowego Bad7 Nomads MC.

33-letnia Hania przyjechała z północnozachodniej Polski do Irlandii będąc już w drugiej ciąży. Dołączyła do męża, który mieszkał na wyspie od 5 lat - pracował tu w jednej z hurtowni. Jak dowiedzieliśmy się od przyjaciela pana Jacka, kobieta bardzo źle znosiła ciążę.

- Od początku miała różne komplikacje, związane ze złą krzepliwością krwi – mówi Konrad, klubowy pseudonim „Kola”.

Małżeństwo, wraz z dziesiecioletnim synem, zamieszkało w północnym Dublinie. Mikołaj zaczął uczęszczać do szkoły.

W siódmym miesiącu ciąży Hanna poczuła się bardzo źle, wezwana karetka pogotowia zabrała ją - jak się dowiedzieliśmy - do szpitala Rotunda w centrum stolicy. Lekarze zadecydowali o cesarskim cięciu. Tak na świat przyszła Alicja. Maleńka dziewczynka trafiła do inkubatora. Matkę zabrano zaś na intensywną terapię do Mater Hospital w Dublinie. 8 marca, po dwóch dniach walki o życie, 33-latka zmarła.

- Jako oficjalną przyczynę zgonu podano zakrzep w sercu – mówi Konrad.

13 marca, w dublińskiej dzielnicy Cabra, odbyło się nabożeństwo żałobne. Poruszeni tragedią Jacka i jego dzieci koledzy z klubu motocyklowego zorganizowali uroczysty przejazd ulicami miasta.

- Jacek należy do naszego klubu od dwóch lat. Jego żona chętnie spędzała z nami czas, lubiła motory. Dlatego uznaliśmy, że w taki sposób na pewno godnie ją pożegnamy – informuje „Kola”.

W przejeździe wzięło udział około 80 maszyn. Motory ozdobiono czarnymi wstążkami oraz flagą narodową. Kolumna przejechała powolnie z dzielnicy Santry pod dom pogrzebowy.

- Chcieliśmy w ten sposób wyrazić współczucie oraz wykazać wsparcie dla rozdzielonej przez los rodziny Jacka – mówi ”Zdzichu”, jego kolega z klubu.

Po nabożeństwie motocykliści zorganizowali zbiórkę pieniędzy.

- W ten sposób mogliśmy choć nieznacznie pomóc, lecz świadomi jesteśmy, że tej straty nic nie wynagrodzi... - dodaje.

Zebrana kwota wystarczyła na pokrycie kosztów transportu ciała do Polski i pogrzebu. Członkowie klubu cały czas pomagają wdowcowi.

- Jesteśmy z nim i może na nas cały czas liczyć. Nasze żony i dziewczyny deklarują, że gdy tylko Alicja zostanie wypisana ze szpitala, będą pomagać w opiece nad nią – informuje „Kola”.

Dziewczynka przeszła w szpitalu operację jelit, jej stan cały czas się poprawia. Jak poinformowali lekarze, życiu wcześniaka nie zagraża niebezpieczeństwo.

Jacek wrócił kilka dni temu z Polski, gdzie ostatni raz pożegnał żonę. Mikołaj znów chodzi do szkoły. Rodzina próbuje odzyskać spokój ducha po tragedii, jaka ich dotknęła.

Jackowi przyjdzie jednak teraz zmagać się z problemami codziennego życia samotnego rodzica.

- Nikt na taką tragedię nie jest przygotowany, dlatego apelujemy o pomoc do Czytelników „Gazety Polskiej”. Jeżeli ktoś ma ubranka, czy akcesoria dla dzieci, albo może ofiarować inne wsparcie – będziemy wszyscy bardzo wdzięczni – mówi Konrad.

Osoby, które chciałyby udzielić pomocy, proszone są o kontakt z Konradem, pod numerem telefonu: 0876797948.

Jacek, za pośrednictwem Gazety Polskiej dziękuje wszystkim, którzy wzięli udział w przejeździe i oddali hołd jego żonie, w szczególności klubowi Bad7 Nomands i HusaRRia.

Klub Bad7 Nomands MC, działa w Irlandii od dwóch lat i zrzesza motocyklistów z Dublina. 17 kwietnia oficjalnie rozpocznie kolejny sezon, piknikiem w Enniskery.

Liczba zgonów podczas porodu w Irlandii jest jedną z najniższych w Europie. Jak wynika z najświeższych dostępnych danych - z 2005 roku - odsetek wynosi 1 na 100,000 „żywych” porodów.

Wiele kobiet martwi jednak to, co dzieje się obecnie w irlandzkich szpitalach. Okazuje się, że placówki położnicze dosłownie pękają w szwach. Jak mówi Philomena Canning, położna - w szitalach nagminne przyspiesza się porody, a także coraz częściej dokonuje się cesarskich cięć. Obecnie ich odsetek wynosi 30%. W szpitalu przy Hole Street w Dublinie jest już tak ciasno, że ciężarne umieszczane są poza placówką, w Pearse Street Primary Care Centre (kilka lat temu podobna sytuacja miałą miejsce w szpitalu Rotunda. Doszło do tego, ze szpital wynajął pokoje w pobliskim hotelu i tam lokował pacjentki). Poza lecznicą ma być umieszczana we wczesnej fazie porodu jedna piąta pacjentek.

Ciężarne oczekują obecnie na pierwszą wizytę w National Maternity Hospital 12 tygodni. Co roku prowadzonych jest tu 10,000 ciąż. Dziesięć lat temu było ich 6,000.

Gazeta Polska, 04/2011

 

 


Na prośbę Jacka i kolegów z klubu, w artykule nie podajemy żadnych nazwisk. Dane te pozostają do wiadomości redakcji.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Spisz się – obowiązkowo!

sobota, 02 kwietnia 2011 23:15

 

W niedzielę, 10 kwietnia wszyscy mieszkańcy Zielonej Wyspy wypełniać będą formularz spisu powszechnego Census 2011. Udział w akcji jest obowiązkowy, a dane uzyskane dzięki niej pozwolą dostosować działania instytucji do właściwych potrzeb mieszkańców. O tym, dlaczego tam ważny jest spis powszechny i w jaki sposób on przebiega, rozmawiam z Anną Paś, przedstawicielką organizacji „Forum Polonia”, która włączyła się w akcję informacyjną Census 2011.

Aneta KUBAS: Dlaczego organizacja, w której działasz, “Forum Polonia”, zdecydowała się wziąć udział w akcji informacyjnej na temat Censusu 2011?

Anna PAŚ: Uznaliśmy, że ważne jest zaangażowanie w nagłośnienie spisu organizacji i mediów polonijnych w Irlandii. Poprzedni spis, który odbył się w 2006 roku, spotkał się, niestety, z umiarkowanym odzewem ze strony Polaków. Z 250-350 tysięcy Polaków, którzy tu wtedy mieszkali, Census wykazał tylko 63 tysiące. Wynikło to pewnie z tego, że większość z nas wtedy była krótko w Irlandii, nie miała dużej wiedzy na temat spisu, miała problemy językowe. Tymczasem dane uzyskane podczas spisu były przez te lata cały czas przytaczane i brane pod uwagę przy podejmowaniu różnych decyzji dotyczących imigrantów, w tym również Polaków.

Od tego czasu minęło parę lat, teraz według szacunków ambasady mieszka tu nadal około 150 tysięcy Polaków. Dlatego ważne jest przede wszystkim pokazanie, że Polacy tu są i wciąż stanowią najliczniejszą mniejszość narodową. Ważne jest, by obalić mit, że Polacy wyjeżdżają masowo z Irlandii.

A.K.: Jaki postawiliście sobie cel tej akcji?

A.P.: Jest to akcja informacyjna, mająca na celu wyjaśnienie sensu Censusa, metod jego przeprowadzania oraz podkreślanie jego wagi. Prowadzimy ją poprzez opracowywanie i rozsyłanie newslettera, not prasowych i udzielanie odpowiedzi na pytania 150-200 organizacji. Te instytucje rozprowadzają to z kolei do swoich członków. Prowadzimy również stronę internetową.

A.K.: Akcja Census 2011 już się rozpoczęła...

A.P.: Tak, rachmistrzowie spisowi już rozpoczęli pracę (przy obsłudze spisu zatrudnionych jest 5 tysięcy osób). Możemy być pewni, że każdego z nas odwiedzi człowiek ubrany w charakterystyczną odblaskową kamizelkę z napisem Central Statistcs Office i posiadający plakietkę z imieniem, nazwiskiem i zdjęciem. Rachmistrz potwierdzi przede wszystkim adres, imię i nazwisko głowy rodziny oraz zapisze numer kontaktowy. Wręczy nam formularz spisu i w razie potrzeby odpowie na wszelkie pytania. Udział w spisie jest obowiązkowy, uchylenie się od niego grozi karą grzywny do 25 tysięcy euro lub więzienia. Spisem musi być objęte 100 procent populacji Irlandii – wszystkie osoby, które będą przebywały na wyspie w nocy 10 kwietnia 2011 roku.

A.K.: Jakie dane będziemy musieli ujawnić w formularzu i kto będzie z nich korzystał?

A.P.: Pytania są bardzo ogólne. Jest tylko jedno związane z finansami i dotyczy wysokości naszego czynszu. Nie ma pytań o zarobki, oszczędności; żadnych drażliwych, intymnych kwestii. Będzie trzeba napisać, jaka jest nasza sytuacja zawodowa, ile osób liczy nasze gospodarstwo domowe, jakimi językami mówimy (to nowość), w jakich związkach pozostajemy, czy wyznajemy religię i jaką. Dane, jakie wpisujemy do formularza są poufne. CSO może wykorzystywać je tylko do celów nakreślenia obrazu populacji. Dzięki niemu wiadomo będzie, ile na przykład jest dzieci – co pozwoli ustalić, jaka liczba szkół jest potrzebna, albo ile osób jest bez pracy, czy ile osób korzysta z rowerów dojeżdżając do pracy – co być może wpłynie na poprawę infrastruktury. Możemy mieć pewność, że informacje nie zostaną przekazane żadnej instytucji, urzędowi podatkowemu, socjalnemu, policji, czy do landlorda.

A.K.: Podczas ostatniego spisu powszechnego pytania były tłumaczone, między innymi na język polski. Czy teraz również osoby, które nie znają angielskiego otrzymają “ściągawkę”?

A.P.: Tak, formularz przełożono na 22 języki, w tym polski, chiński, czy urdu. Rachmistrzowie posiadają dodatkowe formularze, przetłumaczone. Dokument wypełniamy na wersji angielskiej, ewentualnie korzystając ze wzornika. Formularz muszą wypełnić wszystkie osoby, które przebywają w danym domostwie w noc Censusa, czyli 10 kwietnia. Po tym terminie rachmistrz spisowy wróci do nas, by odebrać dokument. Czas na odbiór jest do 9 maja.

A.K.: Kiedy poznamy wyniki spisu?

A.P.: Mniej więcej za rok.

A.K.: Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

 

 

 

Ważne informacje:

- Census: polska wersja jezykowa: http://www.census.ie/The-Census-and-You/Polishpolski.181.1.aspx

- Forum Polonia: http://forumpolonia.org/zostaw-po-sobie-slad-w-spisie-ludnosci-10-kwiecien/

- informacyjny numer telefonu: Anna PaŚ (Census) 086 410 7788 (w godz. 9.00-20.00)

 

(Gazeta POlska, 03/2011)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Polak roku, miss i skandal

piątek, 01 kwietnia 2011 22:27

Ma 24 lata, ciemne włosy i klasyczną urodę; gra na fortepianie i flecie poprzecznym, uwielbia spać, ceni sobie naturalność w wyglądzie. Joanna Zimnoch wywalczyła tytuł Miss Polonia Irlandii. Finał pierwszej na wyspie edycji konkursu odbył się w sobotę, 19 marca, w dublińskim Liberty Hall Theatre. Wybory zostały połączone z wręczeniem nagród w konkursie “Polak Roku w Irlandii 2010”. Niestety, stał on się powodem małego skandalu. Kontrowersje wywołały merytoryczne podstawy przeprowadzenia konkursu.

Miss uwielbia spać

Zacznijmy jednak od przyjemniejszej części imprezy – finału Miss Polonia Irlandii. O koronę najpiękniejszej rywalizowało 11 kandydatek. Młode kobiety prezentowały się w czterech wyjściach: kolekcji young fashion przygotowanej przez Małgorzatę Lipińską GOXXA Fashion, strojach kąpielowych JustMe collection, sukniach ślubnych The Bridal Outlet oraz finałowej autorskiej kolekcji czołowej irlandzkiej projektantki - Claire Garvey.

Joanna Zimnoch wywalczyła sobie aż trzy tytuły – poza koroną najpiękniejszej - Miss Publiczności i Miss Polish Community in Ireland. I vice Miss Polonia Irlandii została natomiast Ewelina Jędrzejewska, a II vice Miss - Magdalena Żuchowska. Ponadto Miss Fotoreporterów została Izabela Twardowska, a Miss Wirtualnej Polski - Paula Bułat.

Joanna będzie reprezentowała irlandzką Polonię podczas ogólnopolskiego konkursu Miss Polonia 2011. Nasza kandydatka pochodzi z Lidzbarka Warmińskiego, koło Olsztyna. Przez 8 lat mieszkała w Trójmieście i tam ukończyła szkołę muzyczną. W Irlandii jest od 4 lata. Asia jest studentką Marketingu i Zarządzania. Jej słabością jest sen. Jak sama mówi, są dni kiedy wolałaby nie wstawać z łóżka, a najbardziej boi się... surowego miejsca, choć nie jest wegetarianką. W przyszłości chciałaby prowadzić własną firmę, wydać książkę, a jej marzeniem jest praca charytatywna w Azji i skok ze spadochronem. Joanna interesuje się sztuką – malarstwem, rzeźbą, modą, fotografią, projektowaniem. Kocha podróże i lubi aktywny tryb życia.

Fotografie wszystkich jedenastu kandydatek zostały opublikowane w specjalnie wydanym z tej okazji kalendarzu. Publikację przygotowało Polish Community in Ireland we współpracy ze studio 4th Floor For Photo, wizażystką Emilią Kuczmą-Porębską, stylistką fryzur Renatą Zaborek oraz projektantką Małgorzatą Lipińską GOXXA Fashion.

Finał konkursu uświetnił występ młodego polskiego piosenkarza - Michała Masłonia.

Prywatna inicjatywa

Gala w Dublinie rozpoczęła się prezentacją laureatów konkursu Polak Roku 2010 i Irlandzka Osobowość 2010. Konkurs wywołał wiele kontrowersji. W kuluarach mówiono o niejasnościach merytorycznych związanych z jego organizacją. Początkowo konkurs prowadzony był pod szyldem fundacji “Teraz Polska” i nazwą “Wybitny Polak Roku 2010”. Niestety, w międzyczasie fundacja wycofała się z organizacji wyborów. Nie wszyscy o tym wiedzieli. Nagrodzony w kategorii kultura, Krzysztof Wiśniewski, nie ukrywa, że dla niego zmiana formuły wydarzenia była zaskoczeniem, a o wszystkim dowiedział się zaraz po wręczeniu statuetki.

- Zarówno same nagrody dla Polaków Roku, jak i gala, podczas której zostały one wręczone byłby wspaniałą okazją do promocji Polonii w Irlandii, jak i poszczególnych organizacji działających lokalnie, gdyby nie zgrzyt, który zostawił pewien niesmak i lekki żal. Mówiąc krótko, konkurs, w wyniku którego zostałem nagrodzony tytułem Polaka Roku 2010 nie był tym samym konkursem, do którego zostałem zgłoszony przez lokalną społeczność w Waterford oraz Polską Szkołę w Waterford. Moją nominację wysunięto do Konkursu "Wybitny Polak" organizowanego przez fundację Polskiego Godła Promocyjnego "Teraz Polska" przy udziale stowarzyszenia Polish Community in Ireland. Niestety, 28 lutego Fundacja "Teraz Polska" zerwała umowę ze stowarzyszeniem i wycofała się z organizacji konkursu na terenie Irlandii. O tym fakcie stowarzyszenie Polish Community in Ireland nie
poinformowało ani organizacji zgłaszających kandydatów, ani samych kandydatów. Wręcz przeciwnie, stowarzyszenie rozpisało nowy konkurs, tym razem nazwany "Polak Roku", jednocześnie przejmując wszystkie zgłoszenia do konkursu "Wybitny Polak" – mówi. - Aż do 19 marca, czyli przez trzy tygodnie nikt, ani instytucja zgłaszająca moją kandydaturę, ani tym bardziej ja nie otrzymaliśmy żadnej informacji o tych istotnych zamianach. O swojej wygranej w kategorii kultura dowiedziałem się przypadkiem ze strony internetowej stowarzyszenia Polish Community in Ireland oraz na kilka dni przed galą z lakonicznego zaproszenia. Dopiero po wręczeniu nagród dowiedziałem się o powyższych faktach, które potem potwierdziłem w fundacji "Teraz Polska" oraz u przedstawicieli Konsulatu RP w
Dublinie.

Informacje o zmianie charakteru konkursu potwierdza Michał Lipiński, Szef Działu Konkursu fundacji “Teraz Polska”. 

- Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego pan Bogdan Węgrzynek nie poinformował nominowanych, iż w tym roku Konkurs "Wybitny Polak w Irlandii" nie zostanie przeprowadzony. Organizator nie dotrzymał warunków określonych w porozumieniu podpisanym z Fundacją. Oficjalne pismo w sprawie odwołania konkursu "Wybitny Polak w Irlandii" zostało przekazane panu Węgrzynkowi w dniu 28 lutego br. Jednocześnie poinformowaliśmy pana Węgrzynka, że nie ma on prawa do wykorzystywania godła "Teraz Polska" w materiałach promocyjnych, ani powoływania się na organizację konkursu "Wybitny Polak w Irlandii". Wezwaliśmy również do usunięcia ze wszystkich materiałów oraz strony internetowej stowarzyszenia Polish Community in Ireland informacji, w których powoływano się na fundację oraz godło "Teraz Polska" – tłumaczył. - Wszelkie działania podjęte przez Pana Węgrzynka, odnośnie konkursu (w tym zmianę jego nazwy na konkurs "Polak Roku"), należy traktować jako jego własną inicjatywę. W żaden sposób nie powinny być one łączone z działalnością fundacji, ani konkursem Polak Roku, którego organizatorem jest Fundacja Polskiego Godła Promocyjnego "Teraz Polska".

Mój konkurs, moja gala”

Głównym powodem wycofania się fundacji z organizacji w tym roku Konkursu “Wybitny Polak w Irlandii” było niedotrzymanie zapisów porozumienia, które ustalało zasady jego organizacji. Zgodnie z nim, konkurs miał zostać przeprowadzony w porozumieniu i przy akceptacji Konsulatu RP i (lub) Ambasady. Skład komisji ekspertów zaproponowany przez organizatora takiej akceptacji nie uzyskał. Fundacja została poinformowana, że skład komisji nie jest reprezentatywny dla środowiska Polonii w Irlandii, a zatem nie gwarantuje przeprowadzenia wyborów w sposób obiektywny i nie budzący wątpliwości.

Bogdan Węgrzynek wyjaśnia:

- Rzeczywiście, konkurs początkowo prowadzony był pod hasłem „Wybitny Polak”. Na przeprowadzenie wyborów w Irlandii podpisałem umowę z fundacją. Rozpisaliśmy zatem konkurs oraz rozesłaliśmy informację do organizacji polonijnych z propozycją zgłaszania kandydatur do jury. Nadeszło wiele zgłoszeń, ale w związku z tym, że obrady miały się odbywać co tydzień, wybraliśmy osoby, które nie mieszkały zbyt daleko od Dublina. Fundacja tymczasem zarzuciła nam, że komisja nie jest reprezentatywna dla całej Polonii w Irlandii, a co za tym idzie, nie zna sytuacji w różnych częściach kraju. Ambasada miała z kolei zastrzeżenia co do siedziby organizatora konkursu - był to jednocześnie lokal Polskiego Klubu Biznesu i kilku firm, w tym mojej.

Jak uważa Węgrzynek, ambasada, która pośredniczyła między „Teraz Polska” a Polish Community in Ireland, działała na niekorzyść konkursu, przedstawiając w negatywnym świetle organizację. Pan Bogdan zapowiada, że jego prawnicy już zajęli się tą sprawą. Jednocześnie potwierdza, że po wycofaniu się „Teraz Polska” z konkursu zmienił jego nazwę na „Polak Roku 2010” i doprowadził sprawę do końca sam.

- Powiedziałem podczas jednego ze spotkań ambasadorowi, że to mój konkurs, moja gala i przeprowadzę wybory, niezależnie od wsparcia ambasady – mówi B. Węgrzynek.

Na pytanie, czy o zmianie formuły konkursu poinformowano nominowanych, odpowiada wymijająco:

- Być może nie do wszystkich dotarła ta informacja. Zmianę nazwy trzymałem w tajemnicy aż do publikacji plakatów, ale na zaproszeniach na galę wyraźnie było napisane, że jest to konkurs „Polak Roku w Irlandii 2010”.

Przedstawiciele fundacji „Teraz Polska” liczą na to, że w Irlandii uda się przeprowadzić jeszcze jeden konkurs na „Wybitnego Polaka Roku”, tym razem na warunkach, które obowiązują przy organizacji wyborów na całym świecie.

- Chcemy, aby ogłoszenie wyników było świętem całej Polonii, a nie początkiem kontrowersji. Godło „Teraz Polska” jest naszym największym kapitałem i przyznajemy je z najwyższą rozwagą – zapewnia M. Lipiński.

 

Rozmowa z Miss Polonią Irlandii, Joanną Zimnoch

 

Aneta KUBAS: Przed chwilą dowiedziałaś się, że zostałaś wybrana Miss Polonią Irlandii. Całą drżysz, jesteś bardzo przejęta. Powiedz, dużo nerwów Cię kosztował ten konkurs?

Joanna ZIMNOCH: Samo wyjście na scenę, ten początek – jak zobaczyłam, ile osób przyszło. Światła sceny, muzyka – to było bardzo stresujące.

A.K.: Ale pod koniec byłyście o wiele bardziej zrelaksowane.

J.Z.: Tak, bo to było już czwarte wyjście.

A.K.: Co sobie pomyślałaś, jak usłyszałaś werdykt?

J.Z.: Byłam bardzo zaskoczona. Tak naprawdę czekałam, aż wyczytają nazwisko innej dziewczyny.

A.K.: Na pewno startowałaś jednak z myślą o wygranej. Co robiłaś, by zapewnić sobie koronę miss?

J.Z.: Bardzo chciałam wygrać, jednak nie byłam do końca przekonana, że mi się uda. Dziewczyny są piękne, konkurencja była duża.

A.K.: Jak na co dzień dbasz o swoją urodę?

J.Z.: Nie przywiązuję wielkiej wagi do wyglądu. Stawiam na naturalność. Uważam, że piękno wynika bardziej z tego, jak się dany człowiek zachowuje. Tego nie zapewni piękny makijaż, fryzura, czy ubiór. To może mieć każdy.

A.K.: Jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość?

J. Z. Przede wszystkim zamierzam skończyć studia. A w takiej bliższej przyszłości – przede wszystkim porządnie się wyspać.

A.K.: Tego Ci życzę i gratuluję tytuł Miss Polonia Irlandii.

J.Z.: Dziękuję.

 

 

Rozmowa z piosenkarzem Michałem Masłoniem


Aneta KUBAS: Podczas gali miałeś zajęte miejsce w drugim rzędzie, jednak nie pojawiłeś się tam ani na chwilę. Twój menedżer tłumaczył, że przed występem nie lubisz siadać na widowni...

Michał MASŁOŃ: Rzeczywiście, przed występem staram się nie przebywać wśród publiczności, wolę się wyciszać i powoli przygotowywać.

A.K.: Czytałam w wywiad z Tobą,w którym mówiłeś, że publiczne występy Cię bardzo stresują, czy nadal tak jest?

M.M.: To zależy jaki to jest występ. Krępują mnie na pewno bardzo wszelkie konkursy. Kiedy ktoś mnie ocenia, spalam się i daję z siebie może trzydzieści procent. Nie potrafię. Inny zupełnie rodzaj energii daje zwykły występ.

A.K.: Czyli wolisz uświetniać na przykład takie imprezy, jak wybory miss, gdzie oceniają innych?

M.M.: Stanowczo, tak.

A.K.: Podobno na egzaminie do łódzkiej Akademii Muzycznej zaśpiewałeś “Wlazł kotek na płotek”, czy to prawda?

M.M.: Tak, egzaminatorka poprosiła mnie, żebym zaśpiewał coś z klasyki. Nic mi nie przychodziło do głowy, więc wybrałem tę piosenkę. Zaśpiewałem ją w różnych tonacjach, żeby pokazać swoją skalę głosu. Profesorka powiedziała: “trzeba cię kształcić”.

A.K.: Masz wykształcenie operowe, a jednak śpiewasz pop. Czy bardziej realizujesz się w tym gatunku, czy też łączysz te dwa style?

M.M.: Mam za sobą pięć lat kształcenia operowego, więc siłą rzeczy ma to wpływ na to w jaki sposób śpiewam. Jednym się to podoba, innym nie. Trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić.

A.K.: Po szkole muzycznej koncertowałeś za granicą z “12 tenorami”, a potem wyjechałeś do Anglii, jednak tylko na trzy miesiące,. Nie znalazłeś miejsca dla siebie na emigracji?

M.M.: Nie ukrywam, że w Londynie nie powodziło mi się. Postanowiłem wrócić i zainwestować wszystko w rozwój muzyczny. Teraz mieszkam w Częstochowie. Staram się przebić, ale nie ukrywam, że jest bardzo ciężko.

A.K.: W Polsce organizowane są liczne konkursy i programy telewizyjne typu talent-show. Próbowałeś w nich swoich sił?

M.M.: Tak, ale bez powodzenia. Powiedziano mi, że to nie moja ścieżka, że oni szukają ludzi, którzy mają pomysł na siebie, a ja jeszcze nie do końca to osiągnąłem. Muzyka, którą tworzę nie do końca jest taka, jak bym chciał.

A.K.: Gdzie można teraz posłuchać Twoich piosenek?

M.M.: Przede wszystkim na mojej stronie internetowej http://michalmaslon.pl/. Poza tym gram sporadycznie koncerty.

A.K.: Piszesz teksty głównie o miłości. Nasuwa się pytanie, jak to z tą miłością u Ciebie jest?

M.M.: Bardzo różnie...

A.K.: Czyli miłość inspiruje Cię na różne sposoby?

M.M.: Tak, ale zauważyłem, że jak coś złego się dzieje, to nie jestem w stanie o tym od razu pisać. Musi minąć czas, wtedy dopiero przelewam uczucia na papier.

A.K.: Jakie są Twoje wzorce muzyczne?

M.M.: Jeśli chodzi o rozwój artystyczny, to jest to na pewno Anita Lipnicka.

A.K.: Jakie są Twoje plany na przyszłość?

M.M.: Postawiłem wszystko na jedną kartę – na muzykę. Teraz najważniejsze jest dla mnie dokończenie materiału, nagranie płyty w dobrym studiu, a następnie znalezienie firmy fonograficznej, która to wyda. No i oczywiście koncertowanie.

A.K.: Dziękuję za rozmowę.

(Gazeta Polska, 03/2011)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  82 313  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Od 2005 roku, czyli właściwie początków boomu imigracyjnego w Irlandii, pracuję w różnych polskich gazetach w Dublinie. Cały czas na bieżąco śledzę życie Polonii. Zapraszam do zapoznania się z nim.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 82313

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl